Recenzja płyty: Opeth, „Sorceress”

Wartościowy eklektyzm
Panowie z Opeth przeszli na pozycje kontynuatorów rocka progresywnego rodem z lat 70.
materiały prasowe

Szwedzka grupa Opeth wciąż wymyka się wyspecjalizowanym w szufladkowaniu recenzentom. Wczesne, wydawane mniej więcej 20 lat temu, albumy Opeth jednoznacznie klasyfikowane były jako metal. Różniły się tylko dodatkowymi uściśleniami, bowiem jedni mówili o prog metalu, inni o metalu klasy death. Jeśli jednak ktoś rozpocząłby poznawanie szwedzkiej formacji od wysłuchania jej najnowszego albumu „Sorceress”, przeżyłby nie lada zaskoczenie. Panowie z Opeth przeszli bowiem na pozycje kontynuatorów rocka progresywnego rodem z lat 70. Spotykamy więc echa tego, co robili Emerson, Lake and Palmer, by po chwili wspomnieć King Crimson, Jethro Tull, Deep Purple czy Black Sabbath. Zabawa w tropienie wpływów, którym ulega Opeth, nie może w żaden sposób przysłonić faktu, że mamy do czynienia z doskonałymi, inteligentnymi artystami, w których muzyce eklektyzm nie jest wadą.

Opeth, Sorceress, Nuclear Blast

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną