Książki

Wartościowy eklektyzm

Recenzja płyty: Opeth, „Sorceress”

materiały prasowe
Panowie z Opeth przeszli na pozycje kontynuatorów rocka progresywnego rodem z lat 70.

Szwedzka grupa Opeth wciąż wymyka się wyspecjalizowanym w szufladkowaniu recenzentom. Wczesne, wydawane mniej więcej 20 lat temu, albumy Opeth jednoznacznie klasyfikowane były jako metal. Różniły się tylko dodatkowymi uściśleniami, bowiem jedni mówili o prog metalu, inni o metalu klasy death. Jeśli jednak ktoś rozpocząłby poznawanie szwedzkiej formacji od wysłuchania jej najnowszego albumu „Sorceress”, przeżyłby nie lada zaskoczenie. Panowie z Opeth przeszli bowiem na pozycje kontynuatorów rocka progresywnego rodem z lat 70. Spotykamy więc echa tego, co robili Emerson, Lake and Palmer, by po chwili wspomnieć King Crimson, Jethro Tull, Deep Purple czy Black Sabbath. Zabawa w tropienie wpływów, którym ulega Opeth, nie może w żaden sposób przysłonić faktu, że mamy do czynienia z doskonałymi, inteligentnymi artystami, w których muzyce eklektyzm nie jest wadą.

Opeth, Sorceress, Nuclear Blast

Polityka 46.2016 (3085) z dnia 07.11.2016; Afisz. Premiery; s. 69
Oryginalny tytuł tekstu: "Wartościowy eklektyzm"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Jak PGNiG dosala Zatokę Pucką

Dlaczego mieszkańcom nadmorskiego Kosakowa przeszkadza, że morze jest słone?

Ryszarda Socha
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną