Recenzja książki: Monika Sznajderman, „Fałszerze pieprzu. Historia rodzinna”

Polski węzeł
Historia rodzinna Moniki Sznajderman to splot losów polsko-żydowskich – z jednej strony rodzina żydowska, z drugiej polskie ziemiaństwo.
materiały prasowe

Zwykli ludzie, Żydzi z Radomia, których śladów nie ma w żadnej księdze pamiątkowej, i Lachertowie z dworku na Lubelszczyźnie, rodzina m.in. znanego architekta. W czasie wojny stryj Kazimierz zapisał się do Stronnictwa Narodowego, które snuło wizje wolnej Polski bez Żydów. Kiedy jednak zobaczył wymordowaną wioskę żydowską tuż obok dworku, był przerażony. Więcej miejsca w jego wspomnieniach nadal jednak zajmowały opisy ziemiańskiego życia. Sznajderman pisze o istnieniu przed wojną całkowicie osobnych społeczności, które nie miały ze sobą prawie nic wspólnego. Żyjący tak blisko, pozostawali zawsze obcy. Książka Sznajderman ma źródło w milczeniu ojca Marka Sznajdermana, ale impulsem były też odzyskane niepodziewanie zdjęcia rodzinne sprzed wojny. Jej niezwykłość polega na tym, że obie te strony to głosy w głowie autorki: my – Żydzi z Radomia i getta, i my – z dworku, grający w brydża. Sznajderman świetnie łączy ton osobisty z tonem eseistycznym. Zakończenie tej historii dobrze pokazuje zaś ten polski spleciony węzeł – po wojnie Kazimierz, dawny narodowiec, trafił do więzienia, a po wyjściu leczył go ojciec autorki, ocalony Żyd. Przedłużył mu życie o 10 lat.

Monika Sznajderman, Fałszerze pieprzu. Historia rodzinna, Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2016, s. 286

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną