Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Książki

Amerykański sen Polki

Recenzja książki: Ewa Winnicka, „Milionerka”

materiały prasowe
Nazwisko Barbary Piaseckiej Johnson, żony Sewarda Johnsona, właściciela gigantycznej firmy kosmetycznej, było na ustach wszystkich, kiedy pokazywała w Polsce swoją kolekcję sztuki czy wspierała opozycję, a potem rozmaite polskie przedsięwzięcia.

W Ameryce głośno było o niej za sprawą procesów z dziećmi Johnsona o spadek: „Miała posprzątać dom, a nie nasze konta” – podsumowały dzieci historię Kopciuszka z Polski. Ewa Winnicka opowiada tę historię różnymi głosami, ale bardzo wyrazisty jest ton narracji, znany z jej poprzednich książek – „Londyńczyków” i „Angoli”. Dosadny i lekko ironiczny, punktujący bohaterkę, bo jest to opowieść, w której nie ma bohaterów sympatycznych. Barbara wyjeżdżała z Polski z założeniem: „Jeśli wrócę, to tylko rolls-royce’em”. Jej mąż, który w momencie ślubu miał 76 lat (Barbara – 34), nie utrzymywał dobrych relacji z dziećmi, córka oskarżała go o molestowanie. Polska pokojówka w bikini zawróciła mu w głowie. A sama dzięki temu małżeństwu spełniła swoje marzenia – stworzyła kolekcję sztuki i otaczała się artystami i arystokracją (jako córka Pelagii i Wojciecha ze Staniewicz nie mogłaby trafić do lepszego towarzystwa). Uderzające w tej historii jest jej niezakorzenienie i samotność – owszem, podbiła Amerykę, ale nie weszła do nowojorskiej socjety. Otaczała się polską służbą, urządzała rezydencję w polskim stylu, ale Polakom nie ufała, łatwo zrażała się do ludzi. A cała gigantyczna fortuna Piaseckiej Johnson gdzieś uleciała. Symbolicznym obrazem jest stan wrocławskiego nagrobka bohaterki, z którego odpadają litery.

Ewa Winnicka, Milionerka, Znak, Kraków 2017, s. 384

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Polityka 14.2017 (3105) z dnia 04.04.2017; Afisz. Premiery; s. 70
Oryginalny tytuł tekstu: "Amerykański sen Polki"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Za jakie grzechy? O co proboszcz procesuje się z parafianami

Ki diabeł?! – pomyślała pani sołtyska, gdy dostała wezwanie na komisariat. Wnet się jednak okazało, że żaden diabeł, tylko ksiądz postanowił ścigać parafian na drodze prawnej.

Zbigniew Borek
04.07.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną