Recenzja książki: Patrick Deville, „Kampucza”

Jądro ciemności
Kampuczę stworzyli, zepchnęli w mroki, a teraz rekonstruują pisarze.
materiały prasowe

W jaki sposób kraje absolutnego piękna, z ich absurdalną roślinnością i wielokolorowymi ptakami, z wyrafinowanymi tańcami i muzyką, mogły po kontakcie z Paryżem pogrążyć się w mrokach grozy” – pyta Patrick Deville o Kampuczę, ale nie tylko o nią. To krótkotrwałe państwo jest w jego opowieści tym, czym dla Conrada było Kongo – uniwersalnym jądrem ciemności, Indochiny natomiast – najtragiczniejszym przykładem fiaska „ekspansji, podboju, geniuszu Europy i Postępu”. Deville, urodzony w 1957 r. autor kilkunastu powieści nominowanych do wszystkich znaczących francuskich nagród, podróżuje po Azji Południowo-Wschodniej w chwili dziejowych rozliczeń, procesów przywódców Czerwonych Khmerów, szukając źródeł owych „mroków grozy”. I znajduje – poszlaki. To być może po lekturze Rimbauda pogardą dla dekadencji Zachodu zapałał pewien młody paryski student znany potem jako Pol Pot.

Patrick Deville, Kampucza, przeł. Jan Maria Kłoczowski, Noir sur Blanc, Warszawa 2017, s. 220

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj