Recenzja książki: Urszula Zajączkowska, „minimum”

Światłowody czułości
Ta książka przypomina zielnik – w środku znajdziemy nawet XIX-wieczne ryciny roślin, bo w wierszach Urszuli Zajączkowskiej botanika spotyka się z poezją.
materiały prasowe

Autorka zajmuje się badaniem budowy i życia roślin, a szczególnie – zranieniami drzew. W jej wierszach pojawia się laboratorium, w którym bohaterka kroi rośliny, łąka i trzciny, i muchy. Po debiucie („Atomy”) Zajączkowska została określona jako poetka przyrody, tymczasem jej nowy tom jest o wiele pojemniejszy. Znajdziemy tu nawet konflikt nauk, w którym te „zielone”, przyrodnicze, jako mniej poważne, przegrywają z matematyką i fizyką. Zajączkowska nie zgadza się na ograniczanie natury do sielskich obrazków z łona przyrody – interesują ją wszystkie przejawy życia i śmierci (jest tu jej bardzo dużo). Jej wiersze są bardzo oszczędne, z jednej strony patronuje im Szymborska, którą też fascynowała przyroda i kosmos, z drugiej Anna Świrszczyńska i jej spojrzenie na cielesność. Świetnie Zajączkowska prześwietla ciała – roślin i ludzi, tak jak w wierszu „Kościotrup” – „tak się czasem nocą wydarza,/że budzi mnie ze snu/mój kościotrup,/jednym chrupnięciem kręgów szyjnych”. Wiersze Zajączkowskiej rozszerzają perspektywę patrzenia, jest makrokosmos i mikrokosmos, a tym, co łączy spojrzenie na zewnątrz i wewnątrz, jest czułość wobec istnienia, „światłowody czułości”, które przenikają całą tę poezję: „światło, rośliny, ja”.

Urszula Zajączkowska, minimum, Wydawnictwo Warstwy, Wrocław 2017, s. 94

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną