Recenzja książki: Aleksandra Zielińska, „Kijanki i kretowiska”

Niewygodne historie
Autorka lubuje się w porzucaniu historii tuż-tuż przed punktem kulminacyjnym, co niekiedy daje świetny efekt, niekiedy pozostawia jednak niedosyt.
materiały prasowe

Lektura tych opowiadań może boleć, zwłaszcza jeżeli jest się rodzicem – wtedy proza tej autorki uderza prosto w serce, porusza, pobudza wyobraźnię, a przecież rodzice zwykle nie potrzebują pomocy w wymyślaniu najróżniejszych niebezpieczeństw czyhających na ich dzieci. W „Kijankach i kretowiskach” Zielińska nie ma jednak litości i nie wstrzymuje ręki, opisując wszystko to, co w nas najgorsze, ubierając w słowa te najstraszniejsze z lęków, nieukrywające się za maskami wampira czy klowna, ale codzienne i przyziemne: samotność, zdrada, porzucenie, wyobcowanie, inność. Najbardziej przerażające są opowiadania o dzieciach, bo ich niewinność w zderzeniu ze światem dorosłych prowadzi do największych tragedii; otwierające ten zbiór opowiadań „Do zobaczenia, dziewczynki” i zamykające go „Wesoło jest w Bullerbyn” mają w sobie więcej grozy niż najlepsze horrory Stephena Kinga. Może dlatego, że są tak realistyczne.

Aleksandra Zielińska, Kijanki i kretowiska, W.A.B., Warszawa 2017, s. 240

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj