Książki

Szarość, zieleń i biel

Recenzja książki: Maciej Płaza, „Robinson w Bolechowie”

materiały prasowe
Można się w niej zgubić, ale to dlatego, że czytelnik też musi ten świat cały czas stwarzać.

Przy czytaniu drugiej powieści Macieja Płazy, znawcy twórczości Lema i tłumacza m.in. Lovecrafta, dobrze mieć w oczach obrazy Andrew Wyetha. Jego portret kobiety w oknie jest na okładce, a w samej powieści są odesłania do kolejnych i do biografii malarza. Odrealniają przestrzeń, miejscowość Bolechów, w której rozgrywa się historia. Bolechów mieścił w sobie wszystko: gospodarską wieś, pegeerowskie miasteczko i pałac na wzgórzu. Pałac, wieś i malarstwo tworzą główną oś opowieści o malarzu Robercie. Tę małą historię zagarnia ta wielka – wojna, powojnie, awans społeczny, a potem wejście do Unii, kiedy to Bolechów rozrasta się dzięki dotacjom, i katastrofa smoleńska. W tej opowieści równie istotna co historia jest sfera symboliczna: przestrzeń malarstwa łączy się z przestrzenią języka, trzy najważniejsze kolory w malarstwie Roberta – szarość, zieleń i biel – wchodzą do powieści. Uderzające są opisy Płazy, które mogą kojarzyć się z Faulknerem. Cały świat jest zanurzony w tajemnicy, nie tylko w zagadkach życia malarza, który nie znał ojca i żył pomiędzy matką, żoną i kobietą ze wsi, którą potajemnie malował. Żywioł kobiecy jest zresztą o wiele silniejszy w tej książce niż w „Skoruniu”. Nowa, ryzykowna i przez to ciekawa, powieść Płazy wymyka się łatwym kategoryzacjom, nie jest nostalgicznym portretem wsi, ma w sobie wiele powieści naraz: portret dorastania artysty i opowieść o wiecznej zmianie. Można się w niej zgubić, ale to dlatego, że czytelnik też musi ten świat cały czas stwarzać.

Maciej Płaza, Robinson w Bolechowie, W.A.B., Warszawa 2017, s. 456

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Polityka 48.2017 (3138) z dnia 28.11.2017; Afisz. Premiery; s. 76
Oryginalny tytuł tekstu: "Szarość, zieleń i biel"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wiedza nastolatków o seksie przypomina średniowieczną mapę świata

„Seks domaciczny” to nieprzypadkowe przejęzyczenie. Polskie nastolatki nie za bardzo wiedzą, jaki organ do czego służy.

Joanna Cieśla
11.08.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną