Recenzja książki: Michał Komar, „Warto żyć”

Lońka
Opowieść pełna egzotyki, podróży, edukacji, przyjaźni, błyskotliwych karier, fantastycznych zdań i anegdot, mądrości i chichotu.
materiały prasowe

Książka zaczyna się w momencie, gdy Lejb (zwany przez przyjaciół Lońką) Fogelman ląduje w 1969 r. w Nowym Jorku, gdzie czekał na niego Jojne Chaim, brat mamy. „Obok niego stoi kobieta. Brzydka, chuda i skręcona niczym nawinięta na coś gumka. W dodatku widać, że musi golić brodę. To ciotka Fradla”. I jak tu przestać czytać, jak przerwać? Nie sposób, zwłaszcza że obok ciotki Roman Frydman, tak, ten Frydman, wielki później ekonomista. A za chwilę Fogelman spotyka, i to gdzie – przy pisuarze – Jimiego Hendrixa, a potem już chyba wszystkich, i to na całym świecie. Podczas przemówienia prezydenta Trumpa w Warszawie można było dostrzec Lońkę wśród gości specjalnych.

Ta rozmowa to opowieść pełna egzotyki, podróży, edukacji, przyjaźni, błyskotliwych karier, fantastycznych zdań i anegdot, mądrości i chichotu. Jest bogata i ruchliwa jak sam Fogelman, nie do zatrzymania w miejscu i na jednej myśli. By to dobrze objawić, pokazać w całym kolorycie i w wielu warstwach, od przaśnych po fantasmagorie, od realiów aż po sny, potrzebny był moderator, który i wydobywał, i kontrolował, sprawdzał i prowokował, a przede wszystkim rozumiał, o czym mowa. Ta książka wiele zatem zawdzięcza Michałowi Komarowi, który nie mizdrzy się ani też nie wysuwa siebie naprzód, a przecież sam miałby wiele do powiedzenia na tematy poruszane przez głównego bohatera. Wiemy, bo wrzuconym słówkiem czy przywołanym cytatem daje temu świadectwo. To fajna robota i fajna książka.

Lejb Fogelman, Warto żyć, rozmawia Michał Komar, Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2018, s. 312

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną