Książki

Książę ciemności

Recenzja książki: Andrzej Łuczeńczyk, „Dzieła zebrane”

materiały prasowe
Opowiadania nigdzie wcześniej niedrukowane.

„Zapal – powiedział. – Trochę tutaj posiedzimy”. Tak zaczyna się opowiadanie „Więzienie”. Łuczeńczyk jest jedną z zapomnianych literackich legend, a przy tym palacz i betoniarz. Żył tylko 45 lat. Henryk Bereza żegnał go w 1991 r. jako jednego z największych polskich pisarzy. Teraz dostajemy wznowienie jego utworów, czyli najbardziej znanej mikropowieści „Gwiezdny książę”, dwu innych dłuższych utworów i opowiadań. Są tu też opowiadania nigdzie wcześniej niedrukowane (świetny monolog kobiety „Niedzielne radio”). Już pierwsze opowiadanie „Ciemna woda” pokazuje skalę talentu Łuczeńczyka, naturalistyczny zapis codzienności pracownika biura projektowego zamienia się w kafkowską opowieść o winie i sprawiedliwości. Nie tylko woda jest ciemna – ciemność jest cechą świata u Łuczeńczyka. Jego bohaterowie, jak tytułowy gwiezdny książę, wpadają w pułapkę wymierzania sprawiedliwości. Większe wrażenie mogą dziś robić krótkie opowiadania niż jego mikropowieści – scenki między kobietą i mężczyzną („Kiedy otwierają się drzwi”), od których bije chłodem. Świetne jest to, że proza Łuczeńczyka jest wypreparowana z czasu – może rozgrywać się kiedykolwiek. Jest pozornie przejrzysta, ale w miarę lektury rzeczywistość zagęszcza się i odrealnia, Łuczeńczyk ma znakomite zdania i dialogi, i gdyby to był przekład prozy anglosaskiej, łatwo zyskałby uznanie jako, dajmy na to: „amerykańska szkoła chłodu”. Tymczasem mamy kogoś tak niezwykłego w naszej literaturze. Niestety, wydawnictwo próbuje czytelników zniechęcić – rzecz wygląda jak wydana w latach 80., odstrasza mały druk i nudny wstęp (dlaczego nie jest to tekst Berezy?). Nie dajmy się jednak zniechęcić. Sam Łuczeńczyk nie zawodzi.

Andrzej Łuczeńczyk, Dzieła zebrane, PIW, Warszawa 2018, s. 528

Polityka 28.2018 (3168) z dnia 10.07.2018; Afisz. Premiery; s. 66
Oryginalny tytuł tekstu: "Książę ciemności"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną