Książki

Warszawa wciąga

Recenzja książki: Malwina Pająk, „Lukier”

materiały prasowe
Równoległe losy copywriterki i barmanki opowiada z biglem, historia ma tempo, napisana jest z poczuciem humoru i lekkością.

Debiut Malwiny Pająk na początku wydaje się kobiecą wersją „Ślepnąc od świateł” Żulczyka, a to dlatego, że jedna z bohaterek, 25-letnia Julka, sprzedaje kokainę. Nie bardzo jej to wychodzi, a opowieść dość szybko zmienia kierunek i staje się obyczajowym portretem dwóch kobiet na tle dzisiejszej Warszawy. I Julka, i Anka przyjechały do tego miasta, ale radzą sobie różnie. Autorka pochodzi z Kielc i mieszka tu od ośmiu lat. Równoległe losy copywriterki i barmanki opowiada z biglem, historia ma tempo, napisana jest z poczuciem humoru i lekkością. Obie postaci są przekonujące. Anka to dobrze zarabiająca kobieta pod czterdziestkę, a Julka dziewczyna z Płocka, z rodziny alkoholowej, ledwo wiąże koniec z końcem. Łączy je to, że w ich życiu wszystko się psuje. Jest jeszcze Lola, w trakcie zmiany płci, przyjaciółka Julki, która zabiera ją na Warszawski Bal w Pałacu Kultury, na którym drag queen i geje wychodzą na scenę, rywalizują na stroje i makijaże i staczają bitwy taneczne w stylu zwanym voguingiem. Na balu chodzi o najdoskonalsze odtwarzanie póz modelek z pism modowych. Queerowe spotkanie w powieści ma swój odpowiednik w rzeczywistości. Ta historia miejscami może brzmieć nieco stereotypowo w przeciwstawieniu biedy i zamożności. Co gorsza, urywa się dość niespodziewanie, a zakończenie sprawia wrażenie sztucznego zamknięcia nierozwiązanych wątków. Jednak trzeba przyznać, że naprawdę wciąga.

Malwina Pająk, Lukier, Znak Literanova, Kraków 2019, s. 366

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Polityka 7.2019 (3198) z dnia 12.02.2019; Afisz. Premiery; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Warszawa wciąga"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Zapomniana historia Mietka Kosza

Film Macieja Pieprzycy „Ikar. Legenda Mietka Kosza” z brawurową rolą Dawida Ogrodnika przypomina wielką postać tytułowego niewidomego pianisty. To powód, by raz jeszcze zastanowić się nad wciąż nośnym mitem artysty straceńca.

Mirosław Pęczak
19.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną