Książki

Czary z kiczu

Recenzja książki: Waldemar Bawołek, „La petite mort”

materiały prasowe
Autor jest wytrawnym stylistą, który z prowincjonalnego kiczu wyczarowuje nadzwyczajne zdania.

A jeśli centrum zachodniej kultury nie są ani Ateny, ani Jerozolima, ale Ciężkowice? Waldemar Bawołek to twórca w najlepszym sensie osobny, wciąż niewystarczająco doceniony (choć dwukrotnie nominowany do Nagrody Literackiej Gdynia, w tym za wydane w ubiegłym roku „Echo słońca”). W swojej szóstej książce z brawurą wypełnia przestrzeń swojego niewielkiego miasta mitycznymi herosami i biblijnymi dramatami. Oczywiście to raczej odległe echa archetypicznych historii, a sam pisarz przypomina Don Kichota, który – „żeby nie zwariować, musiał przekształcać realne w cudowne”. Tytułowa „La petite mort” – mała śmierć – to genialne francuskie określenie orgazmu, a bliskość rozkoszy i śmierci jest wątkiem przewijającym się przez dziesięć opowiadań. Postaci Bawołka poszukują bliskości i jednocześnie są nią przerażone. Bo też, jak podpowiadają mity, realizacja pragnień zwykle pociąga za sobą katastrofę. 

Waldemar Bawołek, La petite mort, Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2019, s. 224

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Polityka 13.2019 (3204) z dnia 26.03.2019; Afisz. Premiery; s. 74
Oryginalny tytuł tekstu: "Czary z kiczu"
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021