Książki

Szczerość w cenie

Tytuł „Moja teczka” jest świadomym nawiązaniem kontaktu z panującą powszechnie i nasilającą się „teczkologią”. Ewa Berberyusz jako świetna i doświadczona dziennikarka wie, można powiedzieć, jak pójść za koniunkturą i jak przyciągnąć uwagę czytelnika...

Tytuł „Moja teczka” jest świadomym nawiązaniem kontaktu z panującą powszechnie i nasilającą się „teczkologią”. Ewa Berberyusz jako świetna i doświadczona dziennikarka wie, można powiedzieć, jak pójść za koniunkturą

Ale naprawdę jest pisarką i to, co niby jest tematem tytułowym książki, czyli wątek lustracyjny, znika w napisanej powieści autobiograficznej jako błahy i nieważny, a na pierwszy plan wybijają się lustracje innego typu, lustracje bogatego i ciężkiego nieraz życia, spowiedzi docierające do najbardziej intymnych sfer faktów i przeżyć, z udziałem najbliższych, rodziców, dzieci i mężczyzn.

Odwaga i szczerość tej książki budzą podziw i największy szacunek. Niejednokrotnie jej lektura sprawia duży ból i przesuwa emocje, a także fundamentalne pytania, jakie po drodze się rodzą, w stronę czytelnika: czy ja potrafiłbym tak się obnażyć, czy potrafiłbym tak otwarcie przyznać się do swoich błędów, słabości i ułomności, czy potrafiłbym tak śmiało, tak do końca nie tylko przywołać bolesne fakty, ale także dramatyczne o nich myśli? A także czy starczyłoby mi sił, by jasno powiedzieć coś tak bulwersującego: „Orsza w pamięci potomnych żyje jako bohaterski dowódca Szarych Szeregów. Dowodził słynną akcją pod Arsenałem. Prawda jest taka, że owszem, wystarał się o zgodę na akcję, ale jego osobisty udział sprowadzał się do gwizdnięcia: »Zaczynać!«. Potem oddalił się zgodnie z planem. Chłopcy zrobili resztę. Odbili konającego Rudego (Jana Bytnara) i innych. W akcji został śmiertelnie ranny świetny Alek Dawidowski. (Orsza dożył sędziwego wieku. Na pogrzeb nie poszłam)”.

Jest to również opowieść o drodze twórczej, pełnej zygzaków i kompleksów, poszukiwań i rozczarowań, poczucia niespełnienia i wreszcie – jakiegoś spełnienia, gdy Ewa Berberyusz odnalazła się w latach 80. najpierw w „Tygodniku Powszechnym”, a później w kręgu „Kultury” Jerzego Giedroycia. Tu nie ma zresztą racji, była przecież znakomitą autorką wielu świetnych tekstów i w latach wcześniejszych, na pewno zauważaną i cenioną przez czytelników choćby warszawskiej „Kultury”, do których się zaliczałem.  
  
  
Ewa Berberyusz, Moja teczka, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2006, s. 248
 
 
Przeczytaj fragment książki
  
  

  

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Emeryci na psychotropach

Potrafią wyłudzać recepty, tłumaczyć, że od leków, które nie uzależniają, mają alergię. I dlatego muszą brać psychotropy. A psychiatrzy przyznają: rekordziści potrafią brać je przez kilka lat.

Katarzyna Kaczorowska
26.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną