Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Książki

Supermarket i świątynia

Nowa książka orientalisty i podróżnika Piotra Kłodkowskiego „Doskonały smak Orientu” przypomina zestaw sushi (choć o Japonii akurat nie ma w niej ani słowa).

Składa się z sześciu części – porcji, z których dwie pierwsze są znakomite, trzecia interesująca, lecz gdy apetyt został już należycie rozbudzony, następuje rozczarowanie. To, co najciekawsze w tej książce, to świetnie udokumentowana teza o nieusuwalnej obcości kultur orientalnych względem cywilizacji zachodniej.

Autor wspomina młodą Chinkę, z którą znakomicie mu się współpracowało do czasu, gdy nakrył ją w barze specjalizującym się w daniach z psiego mięsa. Jego stosunek do niej pozornie się nie zmienił, lecz ona nie była w stanie dłużej z nim pracować, wiedząc, że jej zamiłowanie do psich przysmaków musi budzić w nim wstręt. Czy ludzie, którzy brzydzą się sobą nawzajem, naprawdę mogą się porozumieć?

Siłą książki Kłodkowskiego jest postawienie dobrego pytania, słabością – brak przekonującego rozwinięcia tego wątku. Mamy tu sporo ciekawych spostrzeżeń i anegdot, opowieść o królu Sihanouku i Czerwonych Khmerach, świetny fragment o Hindusach, potraktowanych na włoskim lotnisku jak ludzie gorszej kategorii. Całość sprawia jednak wrażenie nie tyle przemyślanego tomu, co zbioru felietonów – czyta się to dobrze, lecz brakuje jasnej konkluzji.

Mimo to, osobom wybierającym się do Malezji, Chin, Filipin, Pakistanu czy Indii można polecić tę książkę z czystym sumieniem; choćby po to, by nie spotkała ich taka przygoda, jak ta z udziałem opisanych w książce rodaków, którzy w malezyjskim supermarkecie pomylili miejsce ablucji przy wejściu do meczetu z pisuarem i niemal przypłacili to życiem.

Piotr Kłodkowski, Doskonały smak Orientu, Znak, Kraków 2006, s. 227
 
 
Przeczytaj fragment książki
 


  

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Każde „nie” to głos szatana. Przemoc księży egzorcystów wychodzi na światło dzienne

W czasie śledztwa zamiast skupić się na tym, że odebrano mi wolność i molestowano, zajmowano się udowodnieniem, czy umiem mówić po aramejsku. Gdyby zmienić słowa „oprawca ksiądz” na „oprawca mężczyzna”, optyka na to, co się stało, byłaby zupełnie inna – mówi Irena, egzorcyzmowana wbrew woli przez kilkunastu księży.

Agata Szczerbiak
13.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną