Książki

Błękit jest kapryśny

Recenzja książki: Martyna Bunda, „Kot niebieski”

materiały prasowe
„Kot niebieski” to książka wielowarstwowa, wieloznaczna, nieco stylizowana i niemal filozoficzna.

Kot niebieski, nazywany kartuskim, jest ponadprzeciętnie duży, ma błękitne futro, wygląda, jakby się uśmiechał, i nie mruczy. Ostatni taki osobnik narodził się w krzakach gdzieś pod Prokowem w 2015 r. W naszych stronach znalazł się kilka stuleci temu, zresztą w tych samych okolicach na Pomorzu. Towarzyszył mnichowi, który stawiał tu klasztor o surowej regule, bo chciał się wyciszyć. Tyle legenda wymieszana z faktami, pasjonująco i twórczo rozwinięta przez Bundę, która z tych rejonów pochodzi. Autorka świetnie przyjętej „Nieczułości” (Literacka Nagroda Gryfia, nominacje do nagród literackich Gdynia i Nike) w swojej drugiej powieści śladem tych rzadkich czworonogów zagląda pod podszewkę dziejów, w tym dziejów duchowości rozumianej ludzko, niekoniecznie religijnie, nawet biorąc pod uwagę licznych mnisich bohaterów i sam klasztor w centrum zdarzeń. Koty to przy tym aż i tylko niemy świadek zdarzeń, towarzysz człowieka, czasem jego sprzymierzeniec, czasem wróg. Losy jednych i drugich istot splatają się i równoważą. Siedem ostatnich stuleci Bunda zamyka w dość intymnych historiach, quasi-legendach, quasi-przypowieściach. Począwszy od mnicha, który wiedziony intuicją, a może boskim podszeptem, przenosi swój klasztor w inne miejsce. Po dzieje najnowsze, powojenne, stalinowskie, czasy lądowania człowieka na Księżycu, rozwoju fizyki i lepszego – na pozór – rozumienia świata. Spojrzenie z lotu ptaka na wypadki bohaterów i klasztoru ujawnia jakąś niepojętą logikę zdarzeń. Albo właśnie brak logiki. „Przez lata wierzyliśmy, że nowe urządzenia pomiarowe, dokładniejsze badania pozwolą wywikłać się z absurdów. Ku zdumieniu fizyków z każdym kolejnym eksperymentem okazywało się, że jest przeciwnie” – wywodzili prowadzący telewizyjną Sondę, tu oglądaną przez współczesnych bohaterów. Tli się w tej powieści pytanie o to, co zwiastuje pojawienie się błękitnego ssaka w XXI w. „Kot niebieski” to książka wielowarstwowa, wieloznaczna (to atut), nieco stylizowana i niemal filozoficzna. A zarazem mniej przystępna od debiutanckiej powieści Bundy, co nie powinno jednak zrażać. Przeciwnie. Zwłaszcza że z nurtem talentu narracyjnego autorki po prostu się płynie.

Martyna Bunda, Kot niebieski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019, s. 416

Polityka 38.2019 (3228) z dnia 17.09.2019; Afisz. Premiery; s. 88
Oryginalny tytuł tekstu: "Błękit jest kapryśny"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Zapomniana historia Mietka Kosza

Film Macieja Pieprzycy „Ikar. Legenda Mietka Kosza” z brawurową rolą Dawida Ogrodnika przypomina wielką postać tytułowego niewidomego pianisty. To powód, by raz jeszcze zastanowić się nad wciąż nośnym mitem artysty straceńca.

Mirosław Pęczak
19.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną