Książki

Tylko nie biały

Recenzja książki: James Baldwin, „Zapiski syna tego kraju”

materiały prasowe
Jest to lektura przerażająco smutna.

„Nie były to moje dzieła, nie zawierały mojej historii, mógłbym w nieskończoność na próżno szukać w nich swojego odbicia” – pisze James Baldwin o dziełach Szekspira, Bacha, Rembrandta, o katedrze w Chartes i Empire State Building. – „Byłem intruzem – to nie było moje dziedzictwo. A jednocześnie nie dysponowałem żadnym innym dziedzictwem, na które mógłbym się powołać”. W klasycznym już zbiorze esejów, po raz pierwszy w całości wydanych w Polsce, Baldwin zabiera głos jako pisarz, działacz społeczny, syn swego ojca i „tego kraju”. Przede wszystkim jednak pisze w imieniu czarnego Amerykanina. I robi to miejscami zabawnie, jak wtedy, gdy przywołuje obecne w amerykańskiej kulturze erotyczne fantazje o życiu seksualnym czarnych i pyta o to, co one mówią o wyobrażeniu białych na temat seksu jako takiego.

James Baldwin, Zapiski syna tego kraju, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019, s. 224

Polityka 3.2020 (3244) z dnia 14.01.2020; Afisz. Premiery; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Tylko nie biały"
Reklama

Czytaj także

Kultura

„Zielony rycerz. Green Knight”: filmowy powrót do mitycznej Brytanii

W filmie „Zielony rycerz. Green Knight” Davida Lowery’ego oglądamy Króla Artura i jego rycerzy Okrągłego Stołu. Znowu. Co takiego tkwi w legendach arturiańskich, że współczesna kultura regularnie do nich wraca?

Marcin Zwierzchowski
27.07.2021