Książki

Piórem i piórkiem Herberta

W swe liczne podróże po Europie Zbigniew Herbert nie zabierał aparatu fotograficznego, ale piórko i notatnik. Zaś obok spisywanych na gorąco wrażeń i refleksji umieszczał niewielkie rysunki. Nie są to kopie tego, co widział, raczej swobodne wariacje, szkice, w których utrwalał najciekawsze szczegóły lub ogólne kompozycje tego, co go zainteresowało. I trzeba przyznać, że czynił to z wielką wprawą i wrażliwością rasowego artysty.

Część owej niezwykłej spuścizny (całość liczy sobie kilka tysięcy rysunków) postanowiono wykorzystać w niezwykłej i pięknej publikacji "Apostoł w podróży służbowej". Kolejne jej minirozdziały składają się z kilku elementów: wierszy i fragmentów prozy Herberta, jego szkiców oraz z reprodukcji dzieł sztuki, o których pisał, lub ze zdjęć miejsc, które odwiedzał.

Osobiście nie przepadam za książkami typu „the best of”, w których sztucznie preparuje się i zestawia ze sobą kawałki większych całości. A było to w przypadku Herbera zadanie szczególnie ryzykowne, gdyż wielką wartością jego esejów była właśnie rozwlekłość i niespieszność narracji, ich precyzyjna konstrukcja. W tym jednak wypadku gotów jestem nie tylko wybaczyć autorowi kompilacji, ale i szczerze mu pogratulować. Nie chodzi tu bowiem o spotkanie z literackim dorobkiem Herberta (i przed takimi oczekiwaniami przestrzegam czytelników), ale o ukazanie niekiedy intrygującej, niekiedy fascynującej relacji pomiędzy tym, co pisał, tym, co widział, i tym, co widzimy my sami. To rodzaj dyskretnego podglądania jego warsztatu i odkrywania ścieżek, jakimi wędrował po rozległych ogrodach historii sztuki.

Książkę warto więc mieć w domu i zaglądać do niej od czasu do czasu, ale w podróż po Włoszech, Francji, Grecji czy Holandii najlepiej zabrać ze sobą oryginały: „Barbarzyńcę w ogrodzie”, „Martwą naturę z wędzidłem” czy „Labirynt nad morzem” i z nimi wędrować ścieżkami wydeptanymi niegdyś przez Herberta.

Apostoł w podróży służbowej. Prywatna historia sztuki Zbigniewa Herberta. Wybór i redakcja Józef Maria Ruszar, wyd. Gaudium, Lublin 2006, s. 252

   Przeczytaj fragment książki 
 
 

Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak leśnicy sami sprywatyzowali Lasy Państwowe

Prywatyzacją lasów politycy straszą nas regularnie. Zawsze wtedy, gdy partykularne interesy leśnego lobby i jego politycznych protektorów wydają się zagrożone. Samym jednak lasom przekazanie w prywatne ręce nigdy nie groziło. PiS wykreowało wroga, żeby nas przed nim bronić.

Joanna Solska
01.09.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną