Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Książki

Dwa domy

Mawia się, że polska twórczość to znakomita poezja i taka sobie proza. Jeżeli chodzi o najnowsze osiągnięcia autorów tej ostatniej – biorąc pod uwagę narzekania pod jej adresem – wielu krytyków skłaniałoby się nawet ku ostrzejszej ocenie. I rzeczywiście: po dawce uderzeniowej młodej literatury zaangażowanej, po podobnych do siebie jak krople wody męskich reportażach z podróży jednej z naszych literackich sław, i kobiecych, wysmakowanych, ale często błahych, symbolicznych opowiadaniach drugiej, czy wreszcie - po nagrodzonym przez kapitułę "Nike" "Pawiu", miło przeczytać książkę kogoś, kto dla odmiany mieszka na Islandii. Bo chyba właśnie nieobecność Huberta Klimko-Dobrzanieckiego w polskim życiu literackim, przebywanie poza sferą mód i wpływów sprawia, że "Dom Róży/Krỳsuvik" czyta się z prawdziwą przyjemnością, nie tylko ze względu na świeżość i bezpretensjonalność narracji, ale dlatego, że to piękna, głęboka i po prostu bardzo dobra książka.

Klimko-Dobrzaniecki nie próbuje dobrze wypaść: nie chodzi mu ani o zdobycie literackiej sceny poprzez wielki skandal, ani o odtworzenie skomplikowanej polskiej współczesności na domyślne zamówienie czytelników. Pisze, bo ma coś istotnego do powiedzenia, choć niekoniecznie chodzi mu o zdyskontowanie sukcesu wypasionego na własnej, dramatycznej biografii.

Dobrzaniecki splata ze sobą dwie nowele umieszczone i grające w tomie niejako naprzeciw siebie: 'Krỳsuvik' rozpoczyna się na odwrotnej stronie książki "Dom Róży", względnie - to "Dom Róży" stanowić może rewers 'Krỳsuviku'. Nie ma znaczenia od której strony zaczniemy lekturę. Obie nowele połączone są ze sobą jedynie postacią Róży, która de facto odgrywa w nich rolę marginalną. Spełnia się jednak jako łącznik w dwóch prozatorskich traktatach o domu – w jednym jako mała dziewczynka, niewidoma córka pierwszego z narratorów, w drugim - jako stara kobieta zamieszkująca dom starców, w którym pracuje narrator drugi.

Historie mężczyzn – miejscowego, dobrze zakorzenionego w klimacie i tradycji Islandii rybaka oraz emigranta z Polski podejmującego jedynie taką pracę, której nie chcą miejscowi, stanowią swoją odwrotność. Obaj stawiają własne domy, jednak w 'Krỳsuvik' dom o niebieskich ścianach, w bliskim sąsiedztwie kościoła, budowany rękami swego właściciela wpisuje się naturalnie w koleje jego życia. Podobnie naturalnie – jak połów ryb – wydarza się tutaj miłość, zakładanie rodziny i odchodzenie wraz z nią do drugiego domu: śmierci.

Dom obcego na Islandii Polaka funkcjonuje jako metafora czegoś, co jest poszukiwane i nieobecne, zastępowane namiastkami. Taką namiastką jest także dom starców, stanowiący całkowite przeciwieństwo tego, co powinno być domem - wszystko tu jest dziwacznie urządzone, dziwaczny też pozostaje stosunek pracowników do podopiecznych, których człowieczeństwo zostaje sprowadzone do ich gnijących z wolna ciał.

Historia więc, chciałoby się powiedzieć, w ogólnych zarysach banalna, z dobrze widocznym morałem, opierającym się na przeciwstawieniu błogiego "niegdyś" nieludzkiemu "teraz". Klimko-Dobrzanieckiemu udaje się jednak opowiedzieć o rzeczywistości nie wprost (choć z prostotą), w nienachalny - mimo że  mityzujący realistyczną narrację - sposób.

H. Klimko-Dobrzaniecki, Dom Róży, Wydawnictwo 'Czarne', Wołowiec 2006, s. 112 i 64.
 
 
Przeczytaj fragment książki 
 
 
Kup książkę w merlin.pl 
 
 

Reklama

Czytaj także

Rynek

Mieszkania: ani kupić, ani wynająć. Prawdziwy dramat, fałszywe recepty władzy

Załamanie na rynku nieruchomości to społeczny dramat. Idealny temat na kampanię wyborczą. Po klęsce Mieszkania Plus rząd obiecuje tańsze kredyty, zapowiada walkę z patodeweloperami i zagranicznymi funduszami, które wykupują całe bloki. I diagnozy są tu fałszywe, i recepty.

Cezary Kowanda
04.02.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną