Pozornie niepozornie
„Colas Breugnon” może sprawiać wrażenie naiwnej opowiastki. Kryje w sobie jednak potężną dawkę życiowej mądrości.

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Colas Breugnon jest jakimś burgundzkim pociotkiem Onufrego Zagłoby. Taki sam z niego jowialny opój i obżartuch, gaduła, a do tego błazen. Tyle tylko, że Colas nie jeździ po świecie w poszukiwaniu przygód (po co, skoro same do niego przychodzą), ma kłótliwą żonę, flegmatycznego zięcia, uroczą wnuczkę, co więcej, nie boi się ciężkiej pracy. To w jego warsztacie powstają najpiękniejsze w regionie meble i drewniane rzeźby, cacuszka dopieszczone z ojcowską miłością, prawdziwe dzieła sztuki. Różnica między literackimi „krewnymi” polega na tym, że Zagłoba – ucieleśnienie sarmackiego lenistwa i pieniactwa – budzi sympatię pomimo swych wad. Breugnona natomiast nie sposób nie lubić, pomimo prawego charakteru (prawe charaktery zwykle bywają nudne), jest on barwną postacią właśnie dlatego, że posiada niejedną słabość, największą zaś do wina.

Colas nie jest zbyt przystojny, za to otaczany powszechną estymą, sobiepanek w dobrym tego słowa znaczeniu. Woli słuchać słowika niż chędożyć obejście? – więc będzie słuchał słowika mimo żoninych wrzasków, ba, cięgów miotłą! Ma ochotę podworować z przygłupiego księcia? – będzie to robił bezceremonialnie, na tyle sprytnie, żeby samemu za to nie oberwać. Widzi, że włodarze miasta stają po stronie rabusiów? – to pozbawi ich władzy uzbrojony jedynie w swoje szare komórki i chęć działania, nie dbając o bezsensowne dekrety i groźbę więzienia.

Romain Rolland ze swadą, prostotą i rabelaisowskim humorem opowiada o kilku miesiącach z życia tytułowego bohatera, osadzając swoją opowieść w realiach XVII-wiecznej Burgundii, krainy nękanej najazdami obcych wojsk, plagą chrabąszczy, śmiercionośną zarazą i „klęską” urodzaju. Na tle tych wydarzeń, potwierdzonych przez historyczne źródła, francuski noblista maluje postać prostego stolarza-rzeźbiarza zmagającego się z problemami zupełnie codziennymi, by nie powiedzieć – uniwersalnymi (miłosny zawód, zawiść sąsiadów, śmierć bliskiej osoby, problemy ze zdrowiem, mieszkaniem, dziećmi, itp.) I chociaż Colas nie jest herosem, to z zapasów z życiem wychodzi jako zwycięzca. Miarą tego zwycięstwa jest poczucie godności i zwykłej ludzkiej przyzwoitości, którego nie zatraca w żadnej rundzie. Nagrodą – radość z życia jako takiego, bez względu na to co ze sobą dobrego lub złego niesie. Świadomy trening z wykorzystaniem optymizmu i zachwytu nad prostymi przyjemnościami czyni z Colasa mistrza w „sztuce życia powszedniego”. A im więcej słabości wyjawia nam rzutki Burgundczyk, tym większa przychodzi ochota, żeby mu pokibicować.

„Colas Breugnon” sprawia wrażenie prostej, czasem nawet naiwnej opowiastki. Ale ta niepozorna historyjka kryje w sobie potężną dawkę życiowej mądrości, podobnie jak z pozoru błahe słowa mówione przez dzieci potrafią zadziwić swoją odkrywczością niejednego dorosłego.


Romain Rolland, Colas Breugnon, tłum. F. Mirandola, Prószyński i S-ka, 2007
 
 
Kup książkę w merlin.pl
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną