Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Książki

Na tropie dybuka

Recenzja książki: Marek Krajewski, „Demonomachia”

materiały prasowe
Wystarczy kilka akapitów, by bez wahania rozpoznać literacki styl Marka Krajewskiego: elegancki, nieco akademicki, poparty drobiazgową kwerendą, pełen odniesień do filozofii, nauk ścisłych i filologii klasycznej.

Wystarczy kilka akapitów, by bez wahania rozpoznać literacki styl Marka Krajewskiego: elegancki, nieco akademicki, poparty drobiazgową kwerendą, pełen odniesień do filozofii, nauk ścisłych i filologii klasycznej. Kto do prozy autora „Śmierci w Breslau” wciąż nie zdołał się przekonać, zdania nie zmieni: „Demonomachia” pod tym względem nie różni się specjalnie od wcześniejszych tytułów. Ale tym razem, co rzadkie, Marek Krajewski porzuca kryminał na rzecz psychologicznego horroru, choć pozostaje wierny stylistyce retro. Akcję powieści osadził w Krakowie początku XX w., a jej głównym bohaterem uczynił Stefana Zborskiego, młodego mężczyznę, który – przekonany, że stał się mimowolnym sprawcą demonicznego opętania żydowskiego chłopca – planuje karierę egzorcysty, by później z równym zapałem przejść na stronę racjonalistów walczących z zabobonami.

Marek Krajewski, Demonomachia, Znak, Kraków 2022, s. 320

Polityka 9.2022 (3352) z dnia 22.02.2022; Afisz. Premiery; s. 84
Oryginalny tytuł tekstu: "Na tropie dybuka"
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Dołączam

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >