Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Książki

Klasyk Rylski

To, co zawsze: miłość, śmierć i przemijanie.

Eustachy Rylski przyśpieszył. Jeszcze do niedawna musieliśmy długo czekać na każde jego nowe dzieło, tymczasem trafiająca właśnie do księgarń „Wyspa” to już trzecia książka (po „Człowieku w cieniu” i „Warunku”) w ciągu ostatnich trzech lat. Może Rylski po przekroczeniu sześćdziesiątki uznał, że czasu pozostało mniej, a historii do opowiedzenia wciąż więcej? Jednocześnie pisarz, zawsze chwalony za znakomity styl, wciąż doskonali swój język, stając się już klasykiem.

Najdoskonalej wypowiada się w dłuższych opowiadaniach, stąd nasuwające się porównania do Jarosława Iwaszkiewicza, ale nie wydaje się, by Rylskiemu zależało na takich akurat komplementach krytyków. On chce pisać jak Rylski i robi to naprawdę po mistrzowsku. Z rozmysłem używa krótkich, zwartych zdań, w których każdy wyraz jest na swoim miejscu, i w których nic już zmienić się nie da; gdyby dołożyć tam choćby najmniejszą partykułę, cała misterna kompozycja ległaby w gruzach. Oto przykładowe zdanie-akapit rozpoczynające opowiadanie „Dworski zapach”: „Młodość, uroda i zdrowie śniły mu się tej nocy po raz ostatni”. Jednocześnie ta pozornie ascetyczna proza obfituje w zmysłowe opisy bohaterów, charakteryzowanych za pomocą kilku precyzyjnych zdań. Rylski, w odróżnieniu od większości współczesnych autorów, nie unika opisów przyrody. Zwłaszcza kiedy na jej tle przedstawia duchowe rozterki swych bohaterów. Dialog dwóch księży przedstawiony w opowiadaniu „Wyspa” toczy się pod słońcem południa: „Żaden podmuch nie szeleścił, nieliczne zwierzęta zapadły się pod ziemię. Ptaki umilkły. Słońce wyostrzyło się jeszcze mocniej. Ziemia zżółkła do szczytu”.

W „Wyspie” znalazły się cztery opowiadania. Jest pewnym błędem wydawcy (a może taka była wola autora?), iż na początku znajdujemy „Dziewczynkę z hotelu Excelsior”, z pewnością jedno z najlepszych opowiadań w dorobku Rylskiego, ale przecież nienowe, bo sprzed dwudziestu lat. Dobrze więc, że następne trzy wynagrodzą nam to rozczarowanie. Mnie najbardziej podobał się „Dworski smak”. W głównym bohaterze, polskim pisarzu przebywającym na południu Francji pod koniec lat sześćdziesiątych (w dalekim tle mamy rewoltę studencką), nietrudno rozpoznać Witolda Gombrowicza. Pewnego dnia zjawiają się u niego przybysze z porzuconego kraju: jeden jest wysłannikiem komunistycznych władz, drugi, szofer owego urzędnika w delegacji służbowej, to były parobek. Plebejusz, który chwali się, że po wojnie utrwalał władzę ludową, pyta teraz pisarza: „To ja jestem ten parobek, którego pan opisał na cały świat?”. Za czym po latach zatęsknił? Otóż zatęsknił, pozostając w świecie wyższości-niższości opisanym przez Gombrowicza, za pogardą!

Dwa pozostałe opowiadania na pierwszy rzut oka wcale nie są do siebie podobne: bohaterką jednego („Jak granit”) jest prowincjonalna praktykantka fryzjerska, która podczas wczasów zakochała się nieszczęśliwie w narkomanie, z kolei tytułowa „Wyspa” to wyrafinowany dyskurs dwóch księży, arystokraty i parweniusza. Wspólne jest w nich to, co zawsze zajmowało pisarza Rylskiego – wielkie ludzkie namiętności: miłość, śmierć, przemijanie. I jeszcze raz powtórzmy, że są to opowiadania pięknie napisane!

 
Eustachy Rylski, Wyspa, Świat Książki, Warszawa 2007, s. 240
 

  
   
   

Polityka 20.2007 (2604) z dnia 19.05.2007; Kultura; s. 66
Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Nawrocka i Brzezińska-Hołownia, mundurowe emerytki przed 40. Jak to możliwe? Ten system to tabu

Pierwsza dama Marta Nawrocka i niedoszła pierwsza dama Urszula Brzezińska-Hołownia, obie przed czterdziestką, zostały mundurowymi emerytkami. Armia młodych pobierających do końca życia emerytury mundurowe rośnie szybciej niż tych, którzy mają nas bronić. Każdego roku państwo wydaje na nie ponad 30 mld zł. Ten system to tabu.

Joanna Solska
24.02.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną