Żółtodziób arktyczny
Recenzja książki: Adam Wajrak, „Na północ. Jak pokochałem Arktykę”
Podobno do pisania książek namówili go Czesław Miłosz i Wisława Szymborska. Miłosz w którymś z wywiadów uznał Wajraka za prozaika wybitnego. Szymborska dopingowała dziennikarza „Gazety Wyborczej”, by wydusił z siebie coś dłuższego niż prasowa relacja z puszczy i jednocześnie wydeptywała ścieżki w wydawnictwie. Nobliści mieli nosa, Wajrak bardzo wcześnie stał się mistrzem subtelnej opowieści o przyrodzie, prowadzonej we własnym stylu, z wdziękiem miłośnika natury dokonującego codziennych, niebanalnych odkryć po spotkaniu z myszą czy ptaszkiem. Wajrakowe pisanie ukształtowała też Północ, najbliższa Polsce prawdziwa dzicz i egzotyka. Wraca tam często, teraz we wspomnieniach polarnego wygi, który pierwsze, dość nieporadne kroki w tundrze, tajdze i na lodowcach, stawiał w latach 90.
Adam Wajrak, Na północ. Jak pokochałem Arktykę, Agora, s. 400