Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Książki

Hiszpańskie awantury

Cywilizacyjne niezrozumienia.

Spotkania Starego i Nowego Świata ciągle wzbudzają ciekawość, a jego najwyrazistszym emblematem pozostaje podbój Meksyku. Nieomal wszystkie etnograficzne rewelacje odwołują się do przykładów z tego wydarzenia. Dzieje się tak najpewniej dlatego, że negocjacje pomiędzy azteckim królem Montezumą i hiszpańskim najeźdźcą Cortezem odznaczają się zupełnie innym urokiem niż kontakty Kolumba z lekceważonymi przez niego tubylcami. Silniej ujawniają dwuznaczność napięć kulturowych, towarzyszących marzeniom Europejczyków o posiadaniu nowych ziem.


Powtarzający się wątek kolonizacyjnej wyższości „cywilizowanych" nad „barbarzyńcami" jest bardzo znaczący. Gdy Maria Janion w "Niesamowitej Słowiańszczyźnie" pisze o ustanawianiu porządku chrześcijańskiego na wschodnich terenach, to powołując się na historię zdobycia Meksyku przez Corteza, czyni z niej wzorzec antagonizmu kulturowego. Paradoksalnie więc nie jest nam obce to odległe - czasowo i geograficznie - doświadczenie. Uświadamia ono, że humanistyczne ideały nigdy nie obywały się bez przemocy.


Po historię Corteza warto też sięgać, by zdać sobie sprawę z czegoś innego: że nie tak prosto wyznaczać linie podziału tożsamości kulturowych. Potwierdza to nowy, ósmy zbiór wierszy Grzegorza Wróblewskiego. Jeden z wątków "Nocy w obozie Corteza" koncentruje się na przygodach konkwistadorów i silnie promieniuje na pozostałe, skupiając na sobie najwięcej uwagi.


Książka Wróblewskiego podziela w jakiejś mierze potencjał etnograficzny, wyzwolony wraz z odkryciem możliwości interpretacji wydarzeń podboju. Pasja, z jaką Francuzi zaczęli pisać o sztuce prekolumbijskiej - zwłaszcza Bataille i Artaud, odszczepieńcy surrealizmu, jak ich nazywa James Clifford - nie była podnietą dla egzotyzmu i głupiego kultu odmienności. Miała raczej posiłkować docenienie świata różnic. Ich wspólnikiem i sojusznikiem wydaje się Wróblewski. "Noc w obozie Corteza" jest przede wszystkim próbą „pośredniczenia" w sytuacji, gdy oczekuje się zdecydowanego opowiedzenia po którejś ze stron konfliktu. Piszący pełni tu funkcję tłumacza, który w „innym" odnajduje „siebie", a w „sobie" potrafi doszukać się „innego", nie poddając się nigdy zdradliwej chęci asymilacji ani wyobcowania.


Doświadczenie Europejczyków na obcej ziemi i magiczne zachowania Azteków otrzymują w książce wspólny punkt wyjścia, jakim staje się wzajemne niezrozumienie obu cywilizacji. Krwawe rytuały, kanibalizm i wyrywanie serc doprowadzają armię Corteza do rozgorączkowanego szaleństwa. Historia kreślona przez autora nie układa się w czytelne podziały: przerażeni Hiszpanie nie są heroicznymi zdobywcami, a Aztekowie zdają się wyczekiwać na nich niczym na powtórne przyjście boga Quetzalcoatla ("Magia obsydianowych noży"), choć już podejrzewają, że coś tu nie zgadza się z przepowiednią. Osławiona porażka Corteza z roku 1520, gdy zmuszony był wycofać się ze zdobywanego miasta, niepokojąco opalizuje sensem w symbolicznym epitafium "La Noche Triste (1520)".


W "Nocy w obozie" Corteza Wróblewski uchwycił najlepiej atmosferę paranoi i postępującego szaleństwa. Jednym z jej powodów jest gwałtowne i nasilone poczucie władzy, nieodzowne w sytuacji konkwisty. Zbliża to książkę chociażby do filmu Wernera Herzoga z 1972 roku "Aquirre, gniew boży". Warto więc przy okazji przyjrzeć się obu tym przedstawieniom hiszpańskich awantur.

Anna Kałuża, FA-art
  

Grzegorz Wróblewski, Noc w obozie Corteza, Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, Poznań 2007.

  

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Za jakie grzechy? O co proboszcz procesuje się z parafianami

Ki diabeł?! – pomyślała pani sołtyska, gdy dostała wezwanie na komisariat. Wnet się jednak okazało, że żaden diabeł, tylko ksiądz postanowił ścigać parafian na drodze prawnej.

Zbigniew Borek
04.07.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną