Książki

(Bez)senność w Tokio

Szybko się czyta. I zapomina.

Haruki Murakami jest autorem niezwykle płodnym, a to nie każdemu wychodzi na dobre. Najnowsza jego powieść „Po zmierzchu”, która ukazuje się teraz w Polsce, jest, niestety, tego potwierdzeniem. Japoński pisarz w charakterystycznym dla siebie rytmie jazzu i muzyki klasycznej (Bach, Ellington, Rollins) zgłębia tutaj tajemną stronę Tokio, miasta, które nigdy nie zasypia i w którym wszyscy są samotni.

To właśnie samotność i niemożność znalezienia nici porozumienia z drugim człowiekiem jest głównym tematem książki. Problem polega na tym, że relacje międzyludzkie są tu uproszczone, a Murakami ucieka się do niezbyt skomplikowanych antynomii. Z jednej więc strony mamy Eri Asai, czyli Królewnę Śnieżkę, piękną i kochaną przez wszystkich, z drugiej – jej jakby zapomnianą siostrę Mari, której jedyną zaletą zdaje się być to, że jest dobrą studentką. Podobnie jest z bohaterami płci męskiej: Shirakawa, dobrze zarabiający informatyk i przykładny mąż, bije i okrada chińską prostytutkę, a Takahashi, puzonista w zespole jazzowym i biedny student z rozbitej rodziny, jest typem wrażliwca, poszukującym własnej drogi życiowej.

Nie można jednak zarzucić Murakamiemu całkowitej banalności, a siedem godzin, które spędzamy w Tokio, obfituje w ciekawe i dobrze opowiedziane historie. Spotykamy prostytutkę i byłą gwiazdę kobiecych zapasów, trafiamy do kilku typowych restauracji ze standardowym wystrojem, a także do baru, gdzie wciąż jeszcze muzykę odtwarza się ze staromodnych winyli. Nocą w stolicy Japonii może zaś wydarzyć się dosłownie wszystko. Przy tym nic nie zostaje dopowiedziane do samego końca, a samo rozwiązanie jest tylko zasugerowane.

„Po zmierzchu” nie jest najlepszą pozycją w okazałym dorobku pisarskim Murakamiego i z pewnością nie można jej postawić obok „Kroniki ptaka nakręcacza” czy nawet ostatniej „Kafki nad morzem”. Jednakże to książka przyzwoita, którą równie szybko się czyta, jak i zapomina.
 

Haruki Murakami, Po zmierzchu, przeł. Anna Zielińska-Elliott, Muza SA, Warszawa 2007, s. 200
 

  

Polityka 39.2007 (2622) z dnia 29.09.2007; Kultura; s. 64
Reklama

Czytaj także

Klasyki Polityki

Jak dzieci odczuwają i rozumieją ból?

Jeszcze na początku lat 80. uważano, że noworodki w ogóle nie odczuwają bólu! A ponieważ nie potrafią werbalnie wyrazić tego, co czują, nie dbano o ich komfort w szpitalach.

Paweł Walewski
08.08.1998
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną