Fragment książki „Po skarby Hiszpanii”
Jeden z głównych żagli przeciwnika zaczął łopotać. Hiszpański okręt zwalniał.
Materiały promocyjne

Mieliśmy przewagę pod wiatr dzięki lepszej zwrotności naszego okrętu. Odległość między nami a hiszpańskim galeonem szybko malała. Hiszpan zrozumiał, że nie ucieknie, i zaczął pospiesznie szykować się do walki. Zbliżyliśmy się wreszcie na odległość wystrzału.

– Tommy, salwa całą burtą! Celować w maszty! Ognia!!!

Huknęła salwa. Puszkarze po raz drugi załadowali działa. Płynęliśmy już kursem równoległym do hiszpańskiej jednostki.

– Celować w działa! Ognia!!! – krzyczałam, a za mną John.

Gdy tumany dymu ustąpiły, zobaczyliśmy uszkodzenia na wrogim galeonie. Przeciwnik oddał salwę. Jego kule wpadły w morze dość daleko od naszej burty, wzbudzając fontannę wody. Zauważyłam, że zaczynamy lekko wyprzedzać hiszpańską jednostkę.

– Zredukować ożaglowanie! – krzyknęłam.

Po chwili trochę zwolniliśmy. Dzięki sprawnym manewrom Erniego dystans między okrętami się zmniejszał.

– Tommy, ładuj działa kulami łańcuchowymi! Celować w pokład! Ognia!

Huknęła nasza salwa. Kule łańcuchowe poczyniły ogromne spustoszenia w olinowaniu i ożaglowaniu, a także wśród załogi hiszpańskiego galeonu, kosząc wszystko na swojej drodze. Z tej odległości wyraźnie słyszeliśmy krzyki rannych. Jeden z głównych żagli przeciwnika zaczął łopotać. Hiszpański okręt zwalniał. Zredukowaliśmy kolejne żagle. Hiszpan wystrzelił ocalałymi działami, ale źle wycelował. Kule przeleciały nam nad głowami i wpadły do wody.

– Kule łańcuchowe! Strzelać bez komendy! – wydałam rozkaz. – Mamy szansę na piękny pryz – zwróciłam się do Johna, a do Erniego krzyknęłam, żeby starał się podpłynąć do wrogiej jednostki.

I wtedy zatrzęśliśmy się od salwy Hiszpana. Wrogie kule uszkodziły nam grotstengę[1].

– Benny, szykować haki do abordażu! José, strzelać z muszkietów bez rozkazu! – krzyknęłam, gdy podpływaliśmy do burty przeciwnika.

Przy akompaniamencie wystrzałów z muszkietów na pokład wroga spadły haki. Poczuliśmy lekkie szarpnięcie i obie jednostki szczepiły się linami.

– Do abordażu!!! – ryknęłam straszliwie, dobywając rapiera.

Po chwili już leciałam na linie, przedostając się na pokład wroga. Wylądowałam na nadbudówce rufowej, impetem zwalając z nóg sternika. Rozejrzałam się za dowódcą. Nagle coś runęło na mnie od tyłu. „Gdzie był ten łachmyta, na maszcie?!” – przeleciało mi przez głowę i straciłam równowagę, omal nie spadając z nadbudówki. Upuściłam za to trzymany w ręku rapier, który upadł z brzękiem na pokład. Uczepiłam się rękami krawędzi, ale Hiszpanie nacierali. Jeden z nich zaatakował z dołu z toporem abordażowym. Z góry zamierzył się na mnie jakiś laluś – chyba dowódca. Na szczęście dla mnie napastnik z dołu w ostatniej chwili został trafiony przez Świętego Johna celnym rzutem noża. Zmusiłam się do wysiłku, bo Hiszpan u góry wciąż tańczył mi flamenco na rękach. Wykorzystując jego moment dekoncentracji oddanym przez kogoś strzałem, zrobiłam zamach nogami i wskoczyłam do niego na górę. Szybko wyciągnęłam sztylet zza cholewy.

– Co to: baba? – Hiszpan zdziwił się po angielsku. – Nie będę bić się z babą – rozłożył ręce w geście lekceważenia.

– No to żałuj – i obdarowałam go celnym prawym sierpowym, aż zabolała mnie ręka. Gdy Hiszpan się przewrócił, rzuciłam się na niego, przystawiając mu sztylet do szyi.

– Wstawaj i powiedz swojej na wpół wybitej załodze, żeby się poddała.

– Nigdy! – wycharczał.

– Nie bądź uparty – wykręciłam mu rękę i lekko przejechałam ostrzem sztyletu po szyi. Zmiękł dopiero, kiedy zaczęła ściekać z niej krew. Krzyknął coś po hiszpańsku i jego ludzie natychmiast się uspokoili.

*

Renata Paulina Jarkiewicz, Po skarby Hiszpanii, Wydawnictwo Novae Res s.c., Gdynia 2014, s. 270

 

1 Część omasztowania.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną