Muzyka

L.U.C. wypełnia lukę

Recenzja płyty: L.U.C., "PyyKyCyKyTyPff"

materiały prasowe
Ten album to tylko i wyłącznie głos, a autor wpisał się w bogatą tradycję polskiego beatboxingu.

Najbardziej kolorowa postać polskiego hip-hopu po nagrodach (nasz Paszport) i rozgłosie związanym z historyczną płytą „39/89” ucieka do przodu. Najnowszy album to tylko i wyłącznie głos, a autor wpisał się w bogatą tradycję polskiego beatboxingu, czyli udawania głosem partii poszczególnych instrumentów. Mamy świetnych adeptów tej sztuki (TikTak, Zgas), ale nie doczekaliśmy się dotąd tak spójnej płyty w tym stylu – i tę lukę wypełnia tym razem L.U.C., przy wsparciu znanych i lubianych gości (Abradab, Rahim, Vienio).

Pierwsza płyta zestawu to wersja „A” – z paroma charakterystycznymi dla L.U.C.-a tekstami, które dopisują filozofię do dzieła („Tyś też jest instrumentem, myśl więc, czyją masz na sobie rękę”) albo proponują coś na kształt ćwiczeń logopedycznych (polecam całość „Polan na polanie”). Płyta numer dwa to, chciałoby się napisać, wersja instrumentalna. Ale te podkłady muzyczne to też przecież tylko głos, tyle że świetna produkcja podtrzymuje złudzenie.

L.U.C., PyyKyCyKyTyPff, EMI

Polityka 45.2010 (2781) z dnia 06.11.2010; Kultura; s. 75
Oryginalny tytuł tekstu: "L.U.C. wypełnia lukę"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną