Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Muzyka

Łobuzerskie granie

Recenzja płyty: I Can Lick Any Sonofabitch in the House, "The Sounds of Dying"

materiały prasowe
Ton płyty przesiąknięty jest atmosferą knajp i barów, w których nikt nikogo nie pyta o nazwisko i życie osobiste.

Ten zespół ma jedną z najdłuższych i najdziwniejszych nazw w show-biznesie – I Can Lick Any Sonofabitch in the House. To cytat z biografii pewnego amerykańskiego boksera, znaczący mniej więcej, że „może nałożyć każdemu, kto się nawinie”. Tę niekonwencjonalną nazwę wybrał dla swojej grupy pochodzący z Portland w stanie Oregon Michael Dean Damron. Damron jest miłośnikiem surowego, bezkompromisowego amerykańskiego rocka, w którym mieszają się dodatkowo elementy country, bluesa, soulu i rockabilly.

Grający na gitarze, śpiewający i komponujący Damron nadaje ton wszystkiemu, co proponuje zespół, a ten ton w dużej mierze przesiąknięty jest atmosferą knajp i barów, w których nikt nikogo nie pyta o nazwisko i życie osobiste, a liczy się tylko ostro zakrapiana zabawa przy głośnej muzyce. To już czwarta studyjna płyta tej formacji, co prawda dość ponuro zatytułowana „The Sounds of Dying” („Odgłosy umierania”), ale temperaturą i nastrojem raczej zachęcająca nieboszczyka do wstania z grobu. Dobra propozycja dla miłośników emocji i porządnego muzycznego kopa.

I Can Lick Any Sonofabitch in the House, The Sounds of Dying, Suburban Home Records

Polityka 27.2011 (2814) z dnia 28.06.2011; Afisz. Premiery; s. 67
Oryginalny tytuł tekstu: "Łobuzerskie granie"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Diagnoza: borelioza. Ale czy na pewno?

W Polsce mnożą się fałszywe rozpoznania boreliozy. Oraz medycy, rzekomi specjaliści od tej choroby. A także rzekomi chorzy, spanikowani, że padli ofiarą kleszcza.

Paweł Walewski
07.11.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną