Recenzja płyty: Anders Osborne, "Black Eye Galaxy"

Szwedzki bluesman w Nowym Orleanie
Od tytułowego melancholijnego, nastrojowego „Black Eye Galaxy” (ponad 11 min!), poprzez niezwykle dynamiczny „Send Me a Friend”.
materiały prasowe

Anders Osborne urodził się w miejscowości Uddevalla w Szwecji. Jego ojciec był perkusistą jazzowym i koncertował z zespołem w całej Europie. Młody Anders, podobnie jak Gomes, był fanem muzyki i niespokojnym duchem. Już jako nastolatek rozpoczął życie wędrownego muzyka, podróżując autostopem i występując w Europie, Afryce i na Bliskim Wschodzie. Zafascynowany bluesem, zawędrował w końcu do Stanów Zjednoczonych i osiadł na stałe w Nowym Orleanie. Jego muzyka jest – i tu znów podobieństwo do Gomesa – stylistyczną syntezą bluesa, R&B, soulu i funku. Każda płyta Osborne’a to osobista wypowiedź, zarówno w warstwie muzycznej, jak i tekstowej. Ameryka doceniła jego twórczość – piosenki Andersa pojawiały się w hollywoodzkich filmach, a także były nagrywane przez renomowane amerykańskie gwiazdy, takie jak Jonny Lang, Keb Mo czy gwiazda country Tim McGraw.

Od 2009 r. Osborne związany jest kontraktem płytowym ze słynną chicagowska wytwórnią Alligator Records, która właśnie wydała jego najnowszy album „Black Eye Galaxy”. To doskonała, zróżnicowana płyta. Od tytułowego melancholijnego, nastrojowego „Black Eye Galaxy” (ponad 11 min!), poprzez niezwykle dynamiczny „Send Me a Friend”, aż po przepełniony „brudną” gitarą i takim też wokalem „Black Tar”. Nie zabrakło również akcentu country w kompozycji „Tracking My Roots”. I jeszcze zaskakujący podobieństwem do brzmienia Paula Simona „Louisiana Gold”. Wygląda na to, że szwedzkość zupełnie wyparowała z Andersa Osborne’a, a zastąpiła ją klasyczna amerykańskość.

Anders Osborne, Black Eye Galaxy, Alligator Records

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną