Recenzja płyty: Benicewicz, "Fujarki"

Muzyka plastyczna
Od pierwszych minut czytelne staną się odniesienia do minimalistów, szczególnie Steve’a Reicha, ale też fascynacje muzyką postindustrialną.
materiały prasowe

Muzyka elektroniczna na instrumenty dęte – tak w skrócie można opisać twórczość Wojciecha Benicewicza, artysty wizualnego, autora okładek i wydawcy, który utwory zebrane na tej płycie nagrywał przez dziesięć lat. Od pierwszych minut czytelne staną się odniesienia do minimalistów, szczególnie Steve’a Reicha, ale też fascynacje muzyką postindustrialną, sugestywną, na swój sposób filmową (wręcz słychać tu wyobraźnię plastyczną). Daje to wszystko atrakcyjny, a momentami po prostu ładny efekt. Banalne na pozór brzmienia instrumentów dętych przeobrażają się w zależności od kontekstu, a gdzieś na drugim końcu szerokie spektrum zainteresowań Benicewicza nakłada się na popularny i w Polsce świat współczesnych brzmień elektronicznych kojarzących się z wytwórniami Ninja Tune i Warp. Ozdoba katalogu Requiem Records, firmy koncentrującej się na świetnej archiwalnej serii wznowień polskiej muzyki eksperymentalnej i industrialnej sprzed 20–30 lat, ale (przynajmniej na razie) publikującej również nowe nagrania.

Benicewicz, Fujarki, Requiem Records

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną