Muzyka

Pięknie, choć sterylnie

Recenzja płyty: Antony and the Johnsons, "Cut the World"

materiały prasowe
Przeszkadza jedynie sterylność dźwiękowa tego koncertu, wyjęcie muzyki z kontekstu i usunięcie naturalnego dialogu z publicznością.

Utwory znamy z czterech już płyt Antony’ego Hegarty’ego, nowojorskiego wokalisty, który podbił świat prostą, nieco staroświecką, ale przepiękną formułą śpiewu z pogranicza bluesa i opery. O ile takie pogranicze istnieje. Bo jeśli nie, to tym łatwiej uznać charakter tej muzyki za wręcz kosmiczny. Hegarty pracował już z orkiestrą, więc nie dziwi, że publikuje koncertowy materiał zaśpiewany z akompaniamentem kopenhaskiej Danish National Chamber Orchestra. Niektóre utwory słyszymy w aranżacjach świetnego młodego kompozytora Nico Muhly’ego, kilka starszych, opracowanych na nowo, idealnie pasuje do orkiestrowego rozmachu – choćby „Cripple and the Starfish” i „You Are My Sister”. Antony dodał też jeden ze swoich precyzyjnie skonstruowanych, zabawnych i filozofujących monologów, które prezentuje zwykle pomiędzy piosenkami. Ten tutaj zatytułowany jest „Future Feminism”. Przeszkadza mi jedynie sterylność dźwiękowa tego koncertu, wyjęcie muzyki z kontekstu i usunięcie naturalnego dialogu z publicznością – prawie nie słychać tu aplauzu, poza długimi brawami na koniec.

Antony and the Johnsons, Cut the World, Secretly Canadian

Polityka 31.2012 (2869) z dnia 01.08.2012; Afisz. Premiery; s. 61
Oryginalny tytuł tekstu: "Pięknie, choć sterylnie"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Samice alfa: czego nie dostają, kogo poszukują?

Silne kobiety współczesne: z jakimi mężczyznami mają największe szanse na udany, trwały związek.

Ryszarda Socha
09.02.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną