Muzyka

Blues z maszyny

Recenzja płyty: Depeche Mode, „Delta Machine”

materiały prasowe
Dla miłośników mrocznego syntezatorowego romantyzmu będzie albumem więcej niż satysfakcjonującym.

Dokładnie 20 lat temu Depeche Mode byli pierwszym brytyjskim zespołem alternatywnym (wtedy jeszcze taka etykietka w stosunku do nich uchodziła) na szczycie amerykańskiej listy bestsellerów. Ameryka nie mogła nie zauważyć bluesowych inklinacji grupy, która wprawdzie tworzyła głównie piosenki na syntezatory, ale ubierała je w proste formy, przypominające coraz bardziej klasyki z tamtego kontynentu. Od tamtej pory stylistycznie podążają w tę samą stronę, czego dowodem „Delta Machine” – płyta oparta na dość prostych, minimalistycznych aranżacjach i eksponująca emocjonalną siłę interpretacji wokalnych Dave’a Gahana.

Nic nowego to do wizerunku grupy nie wnosi, ale zarazem dla miłośników tego mrocznego syntezatorowego romantyzmu będzie albumem więcej niż satysfakcjonującym. O czym świadczy fakt, że gdy piszę te słowa, na polskich listach sprzedaży Depeche Mode właśnie wysadzają z siodła Davida Bowiego.

 

Depeche Mode, Delta Machine, Columbia

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Syn, który nie rozstał się ze swoją matką – częsta przyczyna małżeńskich kryzysów

Prof. Bogdan de Barbaro o relacjach z teściowymi i teściami, babciami i dziadkami.

Agnieszka Krzemińska
17.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną