Muzyka

Blues z maszyny

Recenzja płyty: Depeche Mode, „Delta Machine”

materiały prasowe
Dla miłośników mrocznego syntezatorowego romantyzmu będzie albumem więcej niż satysfakcjonującym.

Dokładnie 20 lat temu Depeche Mode byli pierwszym brytyjskim zespołem alternatywnym (wtedy jeszcze taka etykietka w stosunku do nich uchodziła) na szczycie amerykańskiej listy bestsellerów. Ameryka nie mogła nie zauważyć bluesowych inklinacji grupy, która wprawdzie tworzyła głównie piosenki na syntezatory, ale ubierała je w proste formy, przypominające coraz bardziej klasyki z tamtego kontynentu. Od tamtej pory stylistycznie podążają w tę samą stronę, czego dowodem „Delta Machine” – płyta oparta na dość prostych, minimalistycznych aranżacjach i eksponująca emocjonalną siłę interpretacji wokalnych Dave’a Gahana.

Nic nowego to do wizerunku grupy nie wnosi, ale zarazem dla miłośników tego mrocznego syntezatorowego romantyzmu będzie albumem więcej niż satysfakcjonującym. O czym świadczy fakt, że gdy piszę te słowa, na polskich listach sprzedaży Depeche Mode właśnie wysadzają z siodła Davida Bowiego.

 

Depeche Mode, Delta Machine, Columbia

Polityka 14.2013 (2902) z dnia 02.04.2013; Afisz. Premiery; s. 69
Oryginalny tytuł tekstu: "Blues z maszyny"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

CZECHY: Bezlitośni komornicy

Huragan, który niedawno uderzył w Morawy, nie tylko pozrywał tysiące dachów, lecz także odsłonił patologię czeskiej branży komorniczej, ścigającej za długi nawet dzieci.

Tomasz Maćkowiak
02.08.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną