Recenzja płyty: UL/KR, „Something Unto Nothing”

Zwarta forma
Świeże, ciekawe i niebanalne oblicze muzycznego romantyzmu z syntezatorami w tle.
materiały prasowe

I ponownie zwarty (niecałe 30 min) zestaw krótkich piosenek ze znakomicie śpiewanymi tekstami o sugestywnym, metaforycznym, ale też dość zwięzłym charakterze („To mógłby być nawet romantyczny początek/Spojrzenie, które rozgotowuje jak wrzątek”). Gorzowski duet UL/KR zebrał świetne recenzje za swoją zeszłoroczną, debiutancką płytę – mówiło się o niej nawet jako o najlepszym polskim albumie. Dla mnie jest to jednak przede wszystkim zjawisko bardzo osobne, polscy specjaliści od formy, budujący nastrój w najkrótszych wypowiedziach. Mistrzowie znaków przestankowych w muzyce, którzy potrafią bez wysiłku i z wyczuciem operować frazą – tekstu, melodii czy rytmu.

„Ament” przynosi więc paradoksalne odkrycie: z jednej strony jest płytą o dość sennym klimacie, z drugiej – trudno sobie tu wyobrazić zmianę jednej nuty.

 

UL/KR, Ament, Thin Man

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną