Muzyka

Gender rock

Recenzja płyty: Warpaint, „Warpaint”

materiały prasowe
Jedną z pierwszych płyt nowego roku wydały autorki jednego z najczęściej nagradzanych i oklaskiwanych albumów roku 2010.

Wtedy Warpaint podbiły świat swoją rozmarzoną, przytłumioną w sferze emocji i pozbawioną testosteronu wizją rocka – stosownie skądinąd do sytuacji zespołu stuprocentowo kobiecego. Ogólnie takie rozmywanie tradycyjnej, mocnej, siermiężnej estetyki przy zachowaniu rockowego instrumentarium widać w całym gatunku. Ale piosenki kwartetu z Kalifornii wydają się jeszcze meandrować, rozchodzić w różne strony zamiast prosto, linearnie zmierzać do erupcji w kolejnym refrenie. Z tym zastrzeżeniem, że na płycie numer dwa – tworzonej już pod okiem pierwszoligowych fachowców: Flooda (Depeche Mode, U2) i Nigela Godricha (Radiohead) i podchwyconej od razu do nowej kampanii Calvina Kleina – zdarza im się rozbiegać za daleko, by nie powiedzieć: rozłazić. Dlatego radziłbym zaczynać od debiutanckiego albumu „The Fool” – choć warto popierać tego rodzaju bohaterki w świecie, gdzie muzyczna kariera kobiety w muzyce popularnej wydaje się stereotypowo zdefiniowana jako ścieżka nowej Adele albo kolejnej Beyoncé.

 

Warpaint, Warpaint, Rough Trade

Polityka 3.2014 (2941) z dnia 14.01.2014; Afisz. Premiery; s. 69
Oryginalny tytuł tekstu: "Gender rock"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Los bezpłodnych katolików: niech Bóg decyduje

Wierzą w Boga, dlatego nie decydują się na potępiane przez Kościół in vitro i inseminację. Niepłodni po katolicku.

Elżbieta Turlej
24.01.2013
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną