Recenzja płyty: Teielte, „All Things”

Bohater z okładki
Płyta niezwykle różnorodna, zaskakująca mnogością pomysłów.
materiały prasowe

Może i płyt – podobnie jak książek – nie powinno się osądzać po okładce, ale w tym wypadku trudno się powstrzymać. Kiedy pochodzący z Płocka producent Paweł Strzelczyk przyjął pseudonim Teielte, uczynił to na cześć francuskiego twórcy street artu TILT-a z Tuluzy. Minęło kilka lat i drugi album płocczanina firmuje grafika, której styl nie pozostawia wątpliwości: TILT. Trudno się dziwić – Strzelczyk swój amalgamat tanecznych, choć nieco rozchybotanych rytmów elektronicznych, nowoczesnego funku i instrumentalnego hip-hopu, wyniósł na poziom ligi światowej. Czego dowodem właśnie „All Things”. Płyta przede wszystkim niezwykle różnorodna, zaskakująca mnogością pomysłów: rytmicznych, brzmieniowych i melodycznych. Bardzo swobodna, dość abstrakcyjna, partie wokalne wykorzystująca, owszem – ale głównie jako prefabrykat do cięcia na strzępy i kolażowego montowania z całą resztą. Taki eksportowy talent – na miarę Skalpela – w tej dziedzinie nie pojawia się co dzień. Z drugiej strony – specjalizująca się w ambitnej muzyce klubowej wytwórnia U Know Me Records ma w zanadrzu kolejnych, o równie światowo brzmiących pseudonimach: Kixnare, Eltron John, Daniel Drumz.

 

Teielte, All Things, U Know Me Records

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną