Recenzja płyty: Skalpel, „Transit”

Skalpel przecina świat
Czekaliśmy na ten album z niecierpliwością, ale i z pewnym niepokojem.
materiały prasowe

10-letnia przerwa po ostatniej długiej płycie „Konfusion” mogła mieć przecież różne skutki. Wydany w maju maksisingiel „Simple” coś już odkrywał, sugerował choćby to, że wrocławski duet ma już za sobą niezapomniany romans z dawnym polskim jazzem i zmierza w stronę szerokiego świata, zostawało jednak sporo niewiadomych. No i wreszcie jest ten wyczekiwany „Transit”, gdzie mamy dwa znane z wcześniejszych rejestracji utwory („Simple”, „If Music Was That Easy”) i 10 całkiem nowych. Potwierdziło się, co do „światowości”: faktycznie, w wielu momentach odzywa się echo latynoskie przełamywane niekiedy słowiańską melodyjnością i północnoamerykańskim swingiem. Neojazzowa world music? Chyba raczej autorski pomysł Igora i Marcina, arcyciekawa muzyczna wycinanka albo lepiej patchwork, w którym sąsiadują ze sobą nie tylko różnobarwne wrażliwości, ale też różne momenty z historii muzyki – od jazzu z lat 40. po klimaty ambientowe i całkiem nową elektronikę. Tak czy siak słucha się znakomicie.

 

Skalpel, Transit, PlugAudio

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną