Recenzja płyty: Björk, „Vulnicura”

Dobre skutki wycieku
To piękny i bardzo osobisty zestaw utworów, a zarazem sygnał powrotu do prostszego ducha nagrań Björk sprzed lat.
materiały prasowe

Ten album potwierdza nową strategię głośnych artystów, którym internetowy przeciek przygotowywanych nagrań burzy plany promocji płyty. Niedawno Madonna opublikowała przedpremierowo nowe utwory, wykradzione wcześniej przez hakera. Płyta „Vulnicura” też wyciekła do sieci, co Björk wykorzystała, by sprzedawać ją w wersji cyfrowej na dwa miesiące przed marcową datą premiery. To zamieszanie nie powinno jednak odwracać uwagi od zawartości muzycznej, bo nowe kompozycje Islandki – przygotowane jak zwykle z pewnym wsparciem ciekawych nowych producentów (Arca i The Haxan Cloak) – już dziś można zaliczyć do jej najlepszych nagrań. Emocjonalne, zatopione w goniących partie wokalne smyczkowych aranżacjach, swobodne pieśni z „Vulnicura” opowiadają o rozpadzie związku autorki płyty z artystą wizualnym Matthew Barneyem. To piękny i bardzo osobisty zestaw utworów, a zarazem sygnał powrotu do prostszego ducha nagrań Björk sprzed lat – może najbardziej eksperymentalne nagrania z albumów „Drawing Restraint 9” czy „Medúlla” były rodzajem estetycznego wyścigu z długoletnim partnerem życiowym? Ale brzmieniowe ekscesy w pełnym rozmachu „Black Lake” pokazują, że odwaga poszukiwań ciągle stawia Björk na innej półce niż inne głośne gwiazdy przedpremierowo wydające albumy po wycieku.

Björk, Vulnicura, One Little Indian

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną