Recenzja płyty: Blur, „The Magic Whip”

Weterani wojen
Blur, choćby i nie odkrywali na nowo prochu, w swojej eleganckiej mieszance tropów z lat 60. i muzyki nowofalowej czy wręcz punka brzmią znów pewnie i przekonująco.
materiały prasowe

Druga brytyjska wojna zespołów, przypominająca wcześniejsze zmagania Beatlesów i Stonesów, wybuchła w latach 90. Starli się wtedy wymyślający sobie od najgorszych muzycy Oasis i Blur, a efekt w postaci popularności zjawiska zwanego Britpopem przetoczył się przez Wyspy Brytyjskie niczym trąba powietrzna. Później wojna przeistoczyła się w domową – zespołami targały konflikty wewnętrzne. Dziś Oasis nie istnieje, a na nowe nagrania Blur – którzy w brytyjskiej muzyce zyskali zasłużone miano liderów – trzeba było czekać aż 12 lat. Ale się opłaciło. Płyta „The Magic Whip” przynosi powrót gitarzysty Grahama Coxona, wraca też dawna równowaga do samej muzyki. A talent lidera Damona Albarna wyśpiewującego tu z uroczą rezygnacją na przemian ponure i wzruszające ballady – mało kto kwestionuje. Blur, choćby i nie odkrywali na nowo prochu, w swojej eleganckiej mieszance tropów z lat 60. i muzyki nowofalowej czy wręcz punka (The Clash) brzmią znów pewnie i przekonująco.

Blur, The Magic Whip, Parlophone

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną