Recenzja płyty: Ringo Starr, „Postcards from Paradise”

Pogodne jest życie staruszka
Muzyka bezproblemowa i zupełnie nieszkodliwa.
materiały prasowe

Tak jak w czasach beatlesowskich Ringo Starr bez sprzeciwu pogodził się z rolą nieco mniej eksponowanego członka Wielkiej Czwórki, tak i dziś, po latach, funkcjonuje bezproblemowo na obrzeżach show-biznesu. Płyta „Postcards from Paradise” jest pogodną propozycją popową złożoną z 11 pogodnych piosenek. Pogodnych, ale tu i ówdzie zabarwionych nutką nostalgii. W otwierającym płytę utworze „Rory and the Hurricanes” Ringo wraca do przedbeatlesowskich czasów, gdy bębnił w zespole Hurricanes Rory’ego Storma. Z kolei tekst tytułowej piosenki „Postcards from Paradise” w dużej mierze składa się z tytułów utworów wykonywanych niegdyś przez Beatlesów. Ot, sentymentalny żarcik, przypominający szalone lata 60. Dziś, wciąż optymistycznie patrzący na świat Ringo Starr, bawi się wraz z grupą przyjaciół, takich jak m.in. Steve Lukather, Todd Rundgren czy Joe Walsh, w muzykę bezproblemową i zupełnie nieszkodliwą.

Ringo Starr, Postcards from Paradise, Universal

Ocena: 3,5/6

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną