Recenzja płyty: Zbigniew Wodecki with Mitch&Mitch Orchestra and Choir, „1976: A Space Odyssey”

Mitch & Mistrz
Czasy orkiestrowego popu, w którym celowała polska scena w latach 70., nie całkiem jednak odeszły.
materiały prasowe

Wydali mi się dziwni, ale umieli grać – mówił Zbigniew Wodecki o grupie Mitch&Mitch na łamach POLITYKI dwa lata temu. Jego współpraca z warszawskim zespołem, który rozrósł się przy tej okazji do rozmiarów sporej orkiestry, z sekcją smyczkową i chórkiem, zaczęła się jeszcze wcześniej. Był koncert w Trójce, później duży występ na Off Festivalu, wreszcie rejestracja koncertowa dla radiowej Dwójki, która dziś wreszcie trafia na płytę w wersji audio i wideo. Pomysł jest taki, że mistrzowie zgrywy akompaniują Wodeckiemu w dość wiernie odtworzonych piosenkach z jego zapomnianej debiutanckiej płyty z 1976 r., która po latach okazuje się jedną z bardziej błyskotliwych krajowych odpowiedzi na nurt easy listening z okolic Burta Bacharacha, misternie zaaranżowaną i ponadczasową. I w graniu tego repertuaru z Mitchów uleciał żart, został za to pewien dyskretny luz, mocniejszy tylko w nadprogramowej końcówce (brazylijski szlagier Jorge Bena i „Panny mego dziadka” z fragmentem melodii z Caetano Veloso). Pod względem wykonawczym to poważne zadanie dla sprawnej, zdyscyplinowanej orkiestry, które zespół zaliczył, tym mocniej dowodząc, że nasz odbiór krajowej estradowej tradycji bywa zbyt powierzchowny i wybiórczy, może nawet niesprawiedliwy. A czasy orkiestrowego popu, w którym celowała polska scena w latach 70., nie całkiem jednak odeszły.

Zbigniew Wodecki with Mitch&Mitch Orchestra and Choir, 1976: A Space Odyssey (CD+DVD), Lado ABC

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną