Recenzja płyty: The Rolling Stones, „Sticky Fingers”

Bez naciągania
Oryginalny album ukazał się w 1971 r., ale po dziś dzień powinien być lekturą obowiązkową dla wszystkich, którzy chcieliby się dowiedzieć, jak brzmi prawdziwy rock and roll.
materiały prasowe

Reedycje różnych ważnych i mniej ważnych płyt nie są na rynku żadną nowością. Nie jest również nowością wabienie klienta dodatkowymi utworami pochodzącymi z koncertów, prób albo niemal „z kosza”, czyli dobranymi z odrzuconych podczas selekcji, a zachowany w archiwum wersji. Bywa, że takie „specjalne edycje” są zwykłym naciąganiem naiwnego melomana. Jednak w przypadku nowego wydania „Sticky Fingers” Rolling Stonesów o jakimkolwiek szalbierstwie nie ma mowy. Zależnie od zasobności kieszeni możemy zaopatrzyć się w zremasterowaną wersję winylową, dwupłytowy album CD albo w końcu w bardzo drogie, ale niezwykle efektowne pudło „3CD/DVD/LP. Super Deluxe Edition”. Pośród dodatkowych utworów otrzymujemy sporo wersji koncertowych, akustycznych, a także „Brown Sugar” z gościnnym udziałem Erica Claptona. Oryginalny album ukazał się w 1971 r., ale po dziś dzień powinien być lekturą obowiązkową dla wszystkich, którzy chcieliby się dowiedzieć, jak brzmi prawdziwy rock and roll.

The Rolling Stones, Sticky Fingers, Polydor

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną