Recenzja płyty: Buddy Guy, „Born to Play Guitar”

Tytuł wyjaśnia wszystko
Tytuł tej płyty wyjaśnia wszystko, a jej zawartość w pełni realizuje przedstawioną w nim informację.
materiały prasowe

Buddy Guy obchodził 30 lipca 79. urodziny. Tak więc raczej nieprzypadkowo dzień później ukazała się na rynku jego najnowsza płyta zatytułowana „Born to Play Guitar” (Urodzony, by grać na gitarze). Mimo grubo przekroczonego wieku emerytalnego Guy raz jeszcze potwierdza, że należy do absolutnej czołówki bluesowej świata. Jego gitara brzmi rewelacyjnie, głos – pewnie i świeżo. Repertuar jest stylistycznie jednolity, ale producent i współautor większości tytułów Tom Hambridge zadbał o urozmaicenie klasycznego gitarowo-perkusyjnego brzmienia, korzystając tu i ówdzie z sekcji instrumentów dętych. Dodatkowego smaku dodaje obecność sławnych gości, takich jak Kim Wilson, Billy Gibbons czy Van Morrison. Co ważne, ich udział nie ma na celu wsparcia przygasającej gwiazdy. Buddy Guy takiej pomocy nie potrzebuje, bo nadal jest w znakomitej formie. „Born to Play Guitar” – tytuł tej płyty wyjaśnia wszystko, a jej zawartość w pełni realizuje zawartą w nim informację.

Buddy Guy, Born to Play Guitar, RCA

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną