Recenzja płyty: Luke Bryan, „Kill the Lights”

Do słuchania i pląsania
Przyjemna, nieangażująca intelektualnie rozrywka do słuchania i pląsania.
materiały prasowe

Płyty z muzyką country dość rzadko trafiają do tej rubryki, ale w Stanach Zjednoczonych ten gatunek niezmiennie przyciąga rzesze zwolenników i zaskakuje postronnego obserwatora swoją różnorodnością, liczbą aktywnych solistów i zespołów. Jednym z jego przedstawicieli jest Luke Bryan, jeszcze do niedawna uważany za młodą nadzieję, dziś wchodzący w wiek męski wokalista i kompozytor z Georgii. Jego najnowsza płyta to „Kill the Lights”. Mimo nieciekawej okładki warto po nią sięgnąć. Bryan nie eksperymentuje, proponuje słuchaczowi bezpretensjonalne piosenki utrzymane w tradycyjnej stylistyce country. Są ballady, np. „Strip It Down”, a obok nich żywsze, niemal przebojowe kawałki, takie jak „Kick the Dust Up”. Teksty nie są skomplikowane, melodie wpadające w ucho, dla każdego (zwolennika country) coś miłego. Przyjemna, nieangażująca intelektualnie rozrywka do słuchania i pląsania.

Luke Bryan, Kill the Lights, Decca

Ocena: 3,5/6

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną