Recenzja płyty: Zabrocki, „1+1=0”

Wyjście z cienia
Do tych piosenek będzie się wracać nawet po latach.
materiały prasowe

Marcin Zabrocki już dawno zyskał zasłużoną sławę utalentowanego multiinstrumentalisty, kompozytora i producenta. Do tej pory jednak działał raczej w cieniu innych, choć był współtwórcą znakomitych pomysłów muzycznych zespołów Pogodno, BiFF czy właśnie Hey. I oto wreszcie mamy jego solowy debiut, dzieło prawdziwie autorskie, choć z udziałem przyjaciół (gościnne wokale Basi Wrońskiej, Izy Komoszyńskiej, Katarzyny Nosowskiej, Joanny Sokołowskiej, Czesława Mozila). Zabrocki, zarówno w roli współproducenta, kompozytora, autora, jak i wykonawcy, stworzył płytę bezpretensjonalną, świetnie zagraną i zaśpiewaną, jakby chciał dowieść, że muzyka wartościowa wcale nie musi przygniatać ciężkimi klimatami, aranżacyjną przesadą i pokomplikowaną fakturą dźwięku. „1+1=0” to po prostu dziesięć piosenek z przejrzystą melodyką, które wciąż zapraszają do ponownego wysłuchania. Są lekkie, subtelne, ale mają w sobie jakiś rodzaj artystycznej tajemnicy, coś, co każe poddać się muzyce i co – jestem o tym przekonany – gwarantuje, że do tych piosenek będzie się wracać nawet po latach.

Zabrocki, 1+1=0, Kayax

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną