Recenzja płyty: New Order, „Music Complete”

Stary nowy porządek
Odradzanie się zespół New Order ma w swoim DNA – jako pogrobowiec grupy Joy Division, który po śmierci lidera Iana Curtisa był w stanie z sukcesami kontynuować karierę. Ba, wręcz ukształtować nową europejską muzykę taneczną.
materiały prasowe

Ten fenomen słychać i teraz, gdy zespół pokazuje się w naprawdę dobrej formie osiem lat po głośnym rozstaniu z basistą Peterem Hookiem. Znaczna część nowej płyty to piosenki napędzane skomputeryzowaną, elektroniczną maszynerią, dość jasny zwrot w kierunku „Technique”, powszechnie uznawanego za ostatni naprawdę znaczący album grupy. Ściągnięcie do pomocy takich producentów, jak Tom Rowlands (Chemical Brothers) czy Stuart Price (Les Rhythmes Digitales), sugerowałoby, że brytyjska grupa wspomaga się teraz ludźmi, dla których sama kiedyś była inspiracją. Najwyraźniej dotyczy to również nowego basisty Toma Chapmana, który pokazuje tu, że pilnie słuchał starego New Order. A nawet bierze udział w procesie twórczym. Pewną klamrą, zamykającą symbolicznie dorobek elektronicznych lat 80., jest z kolei fakt, że po latach grupę wydaje Mute – niezależna wytwórnia, która publikuje od lat nagrania ich wielkiej konkurencji z tamtego okresu, Depeche Mode. Przypadek? Nie sądzę.

New Order, Music Complete, Mute

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną