Recenzja płyty: Stara Rzeka, „Zamknęły się oczy ziemi”

Kosmos tutejszy
Piękny słowiański mistycyzm w atrakcyjnej, choć zarazem wymagającej pewnego skupienia muzycznej odsłonie, idealnej na listopadowe noce.
materiały prasowe

Trzy lata temu poprzedni solowy album Kuby Ziołka, nagrany w Borach Tucholskich pod szyldem Stara Rzeka, nagle podziałał jak brakujący element. Ściągnął większą uwagę na tego zdolnego muzyka z Bydgoszczy, mającego przeróżne pomysły na składy rockowe, elektroniczne czy grające muzykę improwizowaną (co przełożyło się na nominację do Paszportu POLITYKI). A zarazem pokazał, że na bazie folku, z archaicznie brzmiącymi arpeggiami gitarowymi, ale też black metalu czy noise’u, można zbudować utwory instrumentalne lub pieśni, które będą atrakcyjne i świeże także dla słuchaczy za granicą. „Zamknęły się oczy ziemi” to dalej piękny słowiański mistycyzm w atrakcyjnej, choć zarazem wymagającej pewnego skupienia muzycznej odsłonie, idealnej na listopadowe noce. Z odniesieniami do niemieckiego rocka kosmicznego, ale i cytatami z mistrzów jazzu (Albert Ayler) czy folku (John Fahey). No i Stanisławem Lemem, który wraca jako inspiracja u Ziołka, najwyraźniej szukającego w fantastyce melancholii odchodzącego starego świata. Największym smutkiem wpisanym w ten znakomity album jest jednak to, że autor zapowiedział go jako pożegnanie ze Starą Rzeką.

Stara Rzeka, Zamknęły się oczy ziemi, Instant Classic

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną