Recenzja płyty: Björk, „Vulnicura Strings”

Polska myśl techniczna
Nie ma albumu islandzkiej gwiazdy bez szczypty pionierstwa, choćby i zanurzonego w mrokach przeszłości.
materiały prasowe

Po części jest to powtórka z wydanej zimą płyty „Vulnicura” – imponującego i pełnego emocji zapisu rozstania, w którym (jak wtedy pisałem) najważniejsze były smyczkowe aranżacje i głos Björk. Alternatywne wersje tamtych utworów, które dostajemy na nowym albumie, odpowiadają więc w pewnym sensie na niepisane zamówienie o odcedzenie całej reszty aranżacji. Bronią się nieźle, czasem nawet pogłębiając posępny nastrój oryginałów. Islandzka artystka ma doświadczenie w pracy ze smyczkami, stąd „Family” – nagranie, które ogołociła nawet z własnych wokali – brzmi niebywale poruszająco. Żal mi za to oryginalnej wersji „Black Lake”, które w nowej wersji straciło jednak trochę siły. Niby całość jest tylko dodatkiem do oryginalnej płyty, ale pełnowartościowym. A przy tym z ważnym polskim wątkiem. Björk zaprosiła tu mianowicie do współpracy polskiego muzyka i konstruktora Sławomira Zubrzyckiego. Ten na bazie planów Leonarda da Vinci zbudował niezwykły klawiszowy instrument smyczkowy, viola organista, którego możliwości brzmieniowe słyszymy tu we współczesnym repertuarze. Widać nie ma albumu islandzkiej gwiazdy bez szczypty pionierstwa, choćby i zanurzonego w mrokach przeszłości.

Björk, Vulnicura Strings, One Little Indian

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną