Muzyka

Świadomi katastrofy

Recenzja płyty: Tortoise, „The Catastrophist”

materiały prasowe
Siedmioletnia przerwa nie przysłużyła się ich muzyce – trudno sobie wyobrazić w wykonaniu tych wybitnych stylistów płytę bardziej miałką i pozbawioną świeżych inspiracji niż „The Catastrophist”.

Amerykańska grupa Tortoise, jak opisywany obok Zimpel, również fascynuje się minimalizmem. Ten bardzo ważny w latach 90. zespół nagrywał wtedy długie, transowe, ale zarazem przejrzyste aranżacyjnie instrumentalne utwory, swoją siłę opierając na finezyjnej grze dwóch perkusistów: Johna Herndona i Johna McEntire’a, a przede wszystkim zręcznie wprowadzanych do rockowego składu brzmień wibrafonu czy marimby. Bardzo chętnie naśladowani i zapraszani do współpracy przez innych artystów muzycy chicagowskiej formacji zaczęli się stopniowo tą konwencją nudzić, grać współcześnie brzmiący rock progresywny, a potem zamilkli na lata. Siedmioletnia przerwa nie przysłużyła się ich muzyce – trudno sobie wyobrazić w wykonaniu tych wybitnych stylistów płytę bardziej miałką i pozbawioną świeżych inspiracji niż „The Catastrophist”. Pogrążają ten album kompozycje, nie ratują ani syntetyczne brzmienia, ani współpraca z wokalistami – Georgią Hubley śpiewającą w „Yonder Blue” czy Toddem Rittmanem wykonującym standard „Rock On”. Choć tytuł sugeruje, że zachowali chociaż świadomość tego, jak słaba jest ich oferta.

Tortoise, The Catastrophist, Thrill Jockey

Polityka 6.2016 (3045) z dnia 02.02.2016; Afisz. Premiery; s. 73
Oryginalny tytuł tekstu: "Świadomi katastrofy"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Na północ od Madrytu – kastylijskim szlakiem zamków i wina

Niecałe trzy godziny lotu do hiszpańskiej stolicy i krótka jazda samochodem przenoszą nas w samo serce Krainy Zamków. Teraz jest najlepszy moment, bo tłumy turystów zniknęły, a winiarze z La Rioja czekają z poczęstunkiem.

Paweł Moskalewicz
25.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną