Recenzja płyty: Tindersticks, „The Waiting Room”

Melancholia z polskim akcentem
City Slang/materiały prasowe

Aż trudno uwierzyć, ale brytyjska grupa Tindersticks, co prawda z przerwami, ale istnieje już od blisko ćwierćwiecza. Ze swoją introwertyczną, nastrojową i melancholijną muzyką plasują się na przeciwległym biegunie niż Megadeth. Potwierdza to również ich najnowsza, dziesiąta płyta „The Waiting Room”. Poza lekko dołującym klimatem znakiem firmowym zespołu jest również charakterystyczny, leniwy wokal Stuarta Staplesa, autora większości piosenek albumu. Ciekawostką jest pierwszy utwór płyty, instrumentalna miniaturka, w której rozpoznajemy kompozycję „Follow Me” polskiego kompozytora Bronisława Kapera. Utwór ten napisany został do słynnego filmu „Bunt na Bounty”. Obok tego polonicum na szczególną uwagę zasługują takie tytuły, jak znakomity i – jak na możliwości Tindersticks – dynamiczny „Were We Once Lovers?”, okraszony imponującymi dęciakami „Help Yourself” czy nastrojowy duet z przedwcześnie zmarłą wokalistką Lhasą De Selą. „The Waiting Room” to płyta do wielokrotnego słuchania i smakowania, skutecznie odgradzająca na czas swego trwania od wrzasku codzienności.

Tindersticks, The Waiting Room, City Slang

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną