Recenzja płyty: Rihanna, „Anti”

Przełamując plastik
Westbury Road/materiały prasowe

Coś się dzieje z gwiazdkami list przebojów, coraz bardziej znudzonymi konfekcyjnym charakterem swej produkcji z ostatnich lat. Pisałem o tym przy okazji niedawnych psychodelicznych szaleństw Miley Cyrus z grupą The Flaming Lips. Również Rihanna dokonuje na płycie „Anti” pewnej autorefleksji. Jej wersja „Same Ol’ Mistakes” z repertuaru Tame Impala to demonstracja tego, co byśmy mieli, gdyby wokalistce z Barbadosu piosenki pisano, a nie produkowano, a jej samej pozwalano śpiewać, zamiast robić na niej eksperymenty z inżynierii wokalnej. Singlowy „Work” z gościnnym udziałem Drake’a i doprowadzonymi do absurdu manipulacjami głosem też jest intrygujący, podobnie jak jeszcze kilka piosenek na tej rozłamanej stylistycznie płycie. Bo zaznaczmy, że spod warstwy nowych pomysłów przebija popowy banał, który pojawiał się na albumach Rihanny wcześniej. Sama bohaterka wciąż jest produktem – milion egzemplarzy „Anti” w wersji cyfrowej przed premierą kupił Samsung, windując sprzedaż, ale (świadczą o tym mizerne wyniki tradycyjnie mierzonej sprzedaży) zmniejszając wartość. A serwis Tidal oferował streaming na tydzień przed premierą wersji fizycznej, promując własną markę. Jeśli ktoś wciąż się zastanawia, skąd u Adele taka awersja do podobnych zabiegów i do streamingu, powinien przyjrzeć się dokładniej dynamice karier rówieśniczek. Na tej samej liście bestsellerów „Billboardu”, na której Rihanna zadebiutowała na pozycji 27., numer jeden okupuje ciągle zeszłoroczny album Adele.

Rihanna, Anti, Westbury Road

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną