Recenzja płyty: Rebeka, „Davos”

Czysto i chłodno
Płyta wypełniona chłodną, harmonijną perfekcją.
materiały prasowe

Nasze syntezatory dogoniły ich syntezatory – można by powiedzieć za Markiem Kondratem. Pytanie tylko, czy w dziedzinie dobrej jakości elektronicznej muzyki pop, w której ścigamy się ostatnio coraz lepiej, możemy w ogóle zagrozić światowej czołówce? Nowa płyta Julii Marcell – z repertuarem w całości po polsku – sygnalizuje pewien zwrot w stronę krajowego rynku, ale duet Rebeka (Iwona Skwarek i Bartosz Szczęsny) pozostaje jedną z głównych krajowych marek z potencjałem eksportowym. Ich dobre wykonawczo, w większości (prócz jednej – „Białych kwiatów”) anglojęzyczne piosenki są obudowane potężnymi, ale przy tym eleganckimi, majestatycznymi (jak w singlowym „What Have I Done”) brzmieniami i rytmami elektronicznymi. Na drugiej płycie, zatytułowanej „Davos” i wypełnionej chłodną, harmonijną perfekcją, szukałem więc jakiegoś punktu zaczepienia w postaci szaleństwa, ryzyka, odstępstwa od wzorców gatunku. Z trudem znalazłem je w tanecznym „Promised Land” i w przybrudzonych barwach „Perfect Man”. Tu Rebeka wchodzi już bardziej w konkurencję z atrakcyjną koncertowo Bokką. A ponieważ autorzy „Davos” od 1 kwietnia wyjeżdżają w trasę, to może będzie okazja, żeby w poszukiwaniu życia ubrudzić sobie te idealnie białe stroje z okładki i trochę rozstroić syntezatory.

Rebeka, Davos, Art2

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną