Recenzja płyty: Ballady i Romanse, „Córki dancingu”

Dancing i horror
Całość jawi się intrygująco.
materiały prasowe

Od razu trzeba powiedzieć, że to nie jest ścieżka dźwiękowa tak chwalonego przez krytykę filmu Agnieszki Smoczyńskiej. Owszem, piosenki te same, ale (i to jest ważne) nie takie same. Basia i Zuza Wrońskie, autorki tekstów i muzyki, dokonały odpowiedniego wyboru, a potem, już z udziałem producenta Marcina Macuka, przearanżowały całość i wykonały wszystko na nowo. No i mamy ciekawą fuzję znanej już estetyki Ballad i Romansów (vide „Łóżko”, „Policjantka”) z taneczną elektroniką oraz nawiązaniami do polo-dance’u z czasów PRL („Daj mi tę noc”, „Byłaś serca biciem” – w obu przypadkach z dużą ingerencją twórczą sióstr Wrońskich). Całość jawi się intrygująco. Wyraźnie zaznacza się w kawałkach dance’owych dystans do konwencji, choć została opanowana perfekcyjnie. Dancingowa zabawa trwa, ale już za chwilę zdarzy się coś… I ten suspens, obecny w tekstach Zuzanny, podkreśla przełamanie taneczności melancholią, euforii depresją. Myślę sobie teraz, że chociaż film Smoczyńskiej zebrał zasłużone laury, to mógłby być jeszcze lepszy, gdyby scenarzysta z nieco większym wyczuciem wsłuchał się w piosenki, które siostrzany duet do filmu napisał.

Ballady i Romanse, Córki dancingu, ART2

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną